Małżeństwo i Rodzina                                                             NIEZALEŻNY KWARTALNIK NAUKOWY
NUMER 1 (1) ROK I • STYCZEŃ-LUTY-MARZEC • 2002



W     N U M E R Z E:
Łukasz Baka
Jak się kształtuje tożsamość mężczyzny - fragmenty

Urszula Parnicka
    • Próba określenia fenomenu kobiecości
Izabella Łukasik
    • A jednak miłość...
Joanna Różańska-Kowal
    • Psychologiczne uwarunkowania zgodnego pożycia małżeńskiego
Monika Walczak
    • Dynamika i kryzysy w relacjach małżeńskich
Agnieszka Gałkowska
Zasięg oddziaływania jakości małżeństwa rodziców na dzieci w ich dorosłym życiu - fragmenty

Maria Janukowicz
Czy współczesne ojcostwo to ojcostwo nieobecne ? - fragmenty

Hanna Liberska
    • Rola identyfikacji z rodzicami dla rozwoju dziecka w okresie dojrzewania
R E C E N Z J E:
Małgorzta Podściańska
    • Alan Davidson, Robert Davidson: "Jak wychować wspaniałe dziecko?"

 


Jak się kształtuje tożsamość mężczyzny?
Łukasz Baka - Instytut Pedagogiki i Psychologii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie

Cywilizacja zachodnia stworzyła nierealny, stresujący i lekceważący immanentne ludzkie potrzeby emocjonalne wzorzec idealnego mężczyzny. Dążenie do niego - poprzez wiedzę, sukces, pieniądze, prestiż społeczny, siłę, opanowanie - a zarazem niemożność jego osiągnięcia wywołuje bolesną świadomość bycia mężczyzną niepełnym i niedoskonałym. W krajach określanych jako "typowo męskie" -Austria, Włochy, Japonia, Filipiny, Meksyk - szczególnie rygorystycznie przestrzega się tego, aby mężczyzna postępował zgodnie z owym stereotypem Sandor Ferenczi zwrócił uwagę na fakt kompulsywnego heteroseksualizmu jakiego w kulturze Zachodu wymaga się od mężczyzn. Kobietom zezwala się na przykład na zdecydowanie większą, niż mężczyznom, zażyłość fizyczną - pocałunki i uściski są akceptowanymi formami wyrażania przyjaźni między kobietami. Ma to swoje odzwierciedlenie w stosunkach rodzicielskich - matka nie ma zahamowań, aby pocałować córkę, natomiast ojciec takie zahamowania w stosunku do syna przejawia. Na równie ważną sprawę zwraca uwagę E. Fromm konstatując, że dziewczyna nazwana "chłopczycą" nierzadko czuje się dumna, dzielna i niezależna, zaś chłopiec nazwany "lalusiem" czuje się napiętnowany, zawstydzony i upokorzony. Jest to rezultatem dziecięcego przekonania, iż męstwo, odwaga, zuchwałość są cechami pożądanymi u obu płci". Zatem "laluś" jest tchórzem a "chłopczyca" bohaterką. Widać więc, że udowodnienie własnej męskości jest fundamentalnym wyzwaniem, jakiemu musi stawić czoła dorastający chłopiec. Niestety, w naszej kulturze nie istnieje granica momentu, w którym staje się on mężczyzną - dawniej momentem takim była inicjacja. Dlatego deficyt ten musi zastąpić proces edukacyjny, proces zbierania doświadczeń życiowych, rozwój, na drodze którego nastąpi "uformowanie" dojrzałej męskiej tożsamości. Słowo "proces" wskazuje, iż owo formowanie nie jest funkcją jednorazową, przeciwnie - rozłożone jest w czasie i podobnie jak inne aspekty rozwoju człowieka przebiega w kilku stadiach.
      Istnieje pięć etapów podczas których chłopiec staje się pełnowartościowym mężczyzną: (l) pierwsze stadium to związanie z matką i rozstanie z nią; (2) drugie to związanie się z ojcem i rozstanie z nim; (3) trzecie stadium to pojawienie się mentora, umożliwiającego znalezienie drogi do własnej tożsamości; (4) czwarte to samodzielna praca pozwalająca na realizację wytyczonej przez mentora drogi; (5) piąte stadium to małżeństwo z ukochaną kobietą. Etapy te muszą przebiegać sukcesywnie - rozpoczęcie kolejnego poprzedzać musi pełne pozytywne zakończenie poprzedniego etapu. Poniżej zostaną scharakteryzowane poszczególne etapy - stadia przekształcania się chłopca w mężczyznę.
      W swoich badaniach D. Lynn wykazał, że początkowo dzieci bez względu na płeć utożsamiają się z matką. Dopiero ok. ósmego roku życia następuje u chłopców zmiana modelu identyfikacji w kierunku własnej płci. W matriarchalnej fazie rozwoju - podczas długich miesięcy spędzonych w łonie matki, sześciu miesięcy po urodzeniu (kiedy to siebie i matkę syn postrzega jako jedność), jak i podczas następnych trzech lat życia (w okresie zależności od niej) - chłopiec przyzwyczaja się, utożsamia i przesiąka wyłącznie tym, co kobiece. Niezależnie od płci dziecka najważniejszym czynnikiem kształtującym jego rozwój w tej fazie życia są kontakty z matką oparte na miłości, cieple emocjonalnym, serdeczności i zaspokajaniu potrzeb. Przejście do fazy patriarchalnej jest momentem trudnym, jednakże bardzo ważnym, wymaga zaś przezwyciężenia chęci pozostania w symbiotycznym związku z matką. R. Stoller twierdzi, że im dłużej matka przedłuża symbiozę, tym bardziej kobiecość może przenikać do jądra tożsamości syna, gdyż nie przeżywa on potrzebnych do rozwoju napięć i konfliktów psychoseksualnych, takich jak kompleks Edypa, czy lęk kastracyjny.
      Zdaniem psychoanalityków amerykańskich poza owymi kompleksami. zasadniczym zagrożeniem dla syna jest nie dająca się wykorzenić chęć powrotu do symbiozy z matką, przy jednoczesnym lęku przed odtworzeniem tego związku. Od dobrego rozwiązania owych konfliktów zależy ukształtowanie męskiej tożsamości.Paradoksalnie zmobilizowanie gniewu, owego adlerowskiego "męskiego protestu" przeciw matce sprawia z reguły większą trudność chłopcom mającym z matką negatywny układ, niż tym u których układ ten jest właściwy. Poza tym moment rozłączenia z matką jest dużo prostszy wówczas, gdy nie stara się ona zatrzymać syna przy sobie, zdarza się to jednak stosunkowo rzadko. Często dzieje się tak, iż chłopiec nawet w wieku dorosłym jest w jakimś stopniu uzależniony od matki. R. Bly w legendzie o Żelaznym Janie, posługując się symboliką, przybliża mężczyznom ów proces uzależniania. Pisze, iż "klucz do męskości" znajduje się w sypialni rodziców, pod poduszką matki. Wejście syna do sypialni symbolizuje przyznanie się przed sobą do swych pragnień seksualnych względem matki oraz lęku przed ojcem. Matka zdaje sobie doskonale sprawę z faktu posiadania "klucza do męskości" syna, nie chce go jednak oddać, gdyż wiązałoby się to nieuchronnie z utratą kontroli nad jego życiem. Syn stałby się samodzielny, całkowicie od niej niezależny, ona sama zaś czułaby się wówczas niepotrzebna. Dlatego w celu zatrzymania syna przy sobie posługuje się nierzadko przebiegłymi sposobami. Są to: opiekuńczość i nadmierna troska o syna, zastraszanie ("jeśli odejdziesz, będę się strasznie gniewać"), upokarzanie ("i tak pozostaniesz nieudacznikiem"), uwodzenie ("synku, czy możesz mi zapiąć sukienkę"), wywoływanie poczucia winy ("ja dla ciebie zrobiłabym wszystko, a ty jesteś dla mnie taki podły") oraz gniew ("zejdź z moich oczu").
      Oczywiście rozróżnić należy tutaj bezinteresowną chęć ochrony dziecka od jej patologicznych przejawów. Wymienione przeze mnie sposoby postępowania nie płyną z troski o dziecko, czy pragnienia sprawowania nad nim opieki, lecz wynikają przede wszystkim z egoistycznych pobudek matki, która przywiązując syna do siebie, kompensuje w ten sposób brak satysfakcji z własnego związku małżeńskiego. Może dojść w takich przypadkach do powstania kompleksu Portnoya przejawiającego się tym, że syn zastępuje matce jej rzeczywistego partnera życiowego - powierza mu ona swoje sekrety, opowiada o szczegółach życia prywatnego, radzi się go w sytuacjach trudnych. Taka koalicja między synem a matką zachodzi zazwyczaj wówczas, gdy matka nie jest zadowolona ze swego męża, gdy odczuwa wobec niego niechęć lub pogardę, a także wtedy, gdy nie sprawdza się on jako partner seksualny. Chłopiec dorasta więc z wykrzywionym obrazem własnego ojca, ukształtowanym nie tyle na podstawie jego rzeczywistego postępowania, ile pod wpływem opinii matki na ten temat. To, oczywiście, utrudnia nawiązanie pozytywnych stosunków z ojcem - a co za tym idzie identyfikację z nim, stanowiącą fundament drugiego etapu kształtowania się męskiej tożsamości.
      Jung podkreślał, że jeżeli w świat uczuć i wartości wprowadza chłopca matka, wyuczy się on kobiecej postawy wobec męskości - z jednej strony będzie nią zafascynowany, z drugiej zaś będzie się jej lękał i dążył do stłumienia. (...)


Zasięg oddziaływania jakości małżeństwa rodziców na dzieci w ich dorosłym życiu
Pisze o tym Agnieszka Gałkowska - Zakład Humanizacji Biznesu Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie

Rodzice z całą pewnością są dla swoich dzieci pierwszą parą dwojga ludzi, którą one na co dzień obserwują. Rodzice, jako małżonkowie, chcą tego czy nie, stanowią dla swoich dzieci pierwszy i niepowtarzalny wzór socjalizacyjny. Co więcej , ich pożycie małżeńskie obserwowane w dzieciństwie - jak się okazuje - wywiera znaczący wpływ na rozwój osobowości dzieci, na ich prawidłowe, a nawet ponadprzeciętne funkcjonowanie po latach - w dorosłym życiu. Badania empiryczne na ten temat prowadziła Agnieszka Gałkowska, a ich wyniki przedstawia w artykule opublikowanym w numerze 1/2002 "Małżeństwa i Rodziny".

      Wyniki wymienionych badań przyniosły dość nieoczekiwane, bogate merytorycznie i wręcz odkrywcze rezultaty. Dowiodły mianowicie, że oddziaływanie j a k o ś c i małżeństwa rodziców na ich dziecko jest wyjątkowo silne, wyjątkowo wielostronne i wyjątkowo długotrwałe! Spostrzegana przez dziecko jakość małżeństwa rodziców wpływa m.in.: na ukształtowanie obrazu siebie i poziomu samoakceptacji; na jakość współżycia z innymi ludźmi; na siłę życiowych dążeń i efektywność ich realizowania.

Oto trzy charakterystyczne "portrety osobowościowe" ustalone na podstawie badań:

  • Portret pierwszy - to osoby negatywnie oceniające jakość małżeństwa swoich rodziców. Osoby te są z reguły spięte emocjonalnie, często wręcz emocjonalnie zahamowane oraz skoncentrowane na swojej inności. Są to bowiem osoby nietypowe, oryginalne i wnikliwe w spostrzeganiu i ocenie świata. Lecz zarazem cechuje je bierność oraz tendencja do wycofywania się z wielu ważnych sytuacji społecznych. Utrzymują niewielką ilość kontaktów z ludźmi i raczej nie znajdują w tych osobach oparcia. Nie można jednak powiedzieć, że dzieci małżonków mniej szczęśliwych - w swoim dorosłym życiu źle funkcjonują, albo że są obciążone jakimiś cechami patologicznymi. Tego badania nie wykazały.
  • Portret drugi - to osoby, które w dzieciństwie związek małżeński swoich rodziców oceniały jako przeciętnie udany. Same siebie oceniają one jako jednostki dość typowe, a nawet przeciętne. Nie doznają zupełnie poczucia odmienności czy też niezrozumienia przez otoczenie. W kontaktach z innymi ludźmi przyjmują postawy podporządkowane. Umieją się dobrze porozumiewać z innymi a sprzyja temu pewna konwencjonalność w ich myśleniu oraz niechęć do komplikowania spraw. Zupełnie inaczej do życia podchodzą osoby scharakteryzowane pod hasłem:
  • Portret trzeci są to osoby, które małżeństwa swoich rodziców spostrzegały w dzieciństwie jako bardzo szczęśliwe. One po prostu obdarowane zostały w życiu czymś bardzo cennym otrzymały od swoich rodziców wielki dar. Cechuje je bowiem nadzwyczajna wprost umiejętność nawiązywania satysfakcjonujących kontaktów z ludźmi, których oceniają adekwatnie, nie gloryfikują. Posiadają też rzadko spotykaną elastyczność, właśnie w kontaktach interpersonalnych: potrafią mianowicie przyjmować postawy dominujące jak i z równym powodzeniem postawy podporządkowane - i to zarówno w dziedzinie sprawowania władzy, jak i w dziedzinie sprawowania opieki. Mało tego, cechuje je bardzo rzadko występująca konfiguracja cech osobowościowych. Mianowicie połączenie sprawności działania /przy równoczesnym poszanowaniu norm i wartości/ - z żywą reakcją emocjonalną, z ciepłem i serdecznością, z umiejętnością twórczego, spontanicznego działania. Osoby te potrafią dobrze sobie radzić sytuacjach w trudnych oraz w sytuacjach nadzwyczajnych. Takie cechy osobowości, takie zachowania - zapewniają im ponadprzeciętne, bardzo dobre funkcjonowanie w swoich małżeństwach i rodzinach w ogóle w społeczeństwie. A wszystko to bierze się z bardzo odległej perspektywy dzieciństwa - z mimowolnej obserwacji swoich rodziców bardzo szczęśliwych w swoich małżeństwach. (...)


Czy współczesne ojcostwo to ojcostwo nieobecne ?
Maria Janukowicz - Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Częstochowie

Autorka prowadziła badania empiryczne wśród ojców z różnych środowisk społecznych, o różnym poziomie wykształcenia oraz wśród ich dzieci w wieku szkolnym, starając się określić współczesny model ojca, a zwłaszcza jego rolę wychowawcy rodzinnego. Ustaliła że dominującą, charakterystyczną cechą współczesnego ojcostwa jest... niemal permanentna nieobecność ojca w domu! Co więcej, współczesny polski ojciec przejawia przynajmniej cztery swoiste uzależnienia: uzależnienie od pracy, uzależnienie od samochodu, uzależnienie od telewizji i uzależnienie od nikotyny.

      Współcześni pracujący zawodowo ojcowie - bezrobotnych autorka nie badała - to są przede wszystkim pracoholicy - z własnego upodobania i wyboru, bądź też z przymusu ekonomicznego. Ich liczba wśród badanych sięgnęła 80%. Uzależnionych od samochodu było 65% - patrząc z jakim pietyzmem podchodzą do swoich samochodów można pomyśleć,że tylko je kochają... Uzależnionych od telewizji autorka badań naliczyła 48% - ci ojcowie nieustannie manipulują pilotami oglądając widowiska sportowe, ale i krwawe widowiska filmowe pełne strzałów i agresji. Od nikotyny uzależnionych było 51% badanych ojców - ci znowu palą nonstop, a ich dzieci bardzo tego nie lubią.

      Zdaniem autorki badań współcześni ojcowie zupełnie zatracili tradycyjne postawy reprezentujące w rodzinach autorytet moralny i kulturowy. Obecnie reprezentują w rodzinach wyłącznie siebie - i to nie od najmocniejszych stron. W swoich postawach rodzicielskich zatracili dawny rygoryzm, pewną stanowczość czy surowość - owe tradycyjne atrybuty ojcostwa. Współcześni polscy ojcowie - zapracowani i rzadko obecni - gdy się już w domach pojawiają - najwyraźniej łagodnieją i cichną. Być może dlatego swoje dzieci częściej nagradzają niż karcą, ale za to bardzo je pouczają - czyni tak 64% badanych. A jednak 90% ojców bardzo kocha swoje dzieci, ufa im i uważa, że wychowuje na porządnych i wartościowych ludzi. (...)