Małżeństwo i Rodzina                                                             NIEZALEŻNY KWARTALNIK NAUKOWY
NUMER 1 (5) ROK II • STYCZEŃ-LUTY-MARZEC • 2003


 
W     N U M E R Z E:
Zofia Dąbrowska
Małżeństwo jako wartość. Studium Empiryczne

Lucjan Kocik
    • Rodzina jako uniwersalny mikroświat człowieka
Alicja Żywczok
    • Rodzinne wychowanie do radości życia
Krystyna Slany, Izabela Szczepaniak-Wiecha
Bezdzietność jako nowy fenomen w nowoczesnym świecie

Łukasz Baka
    • Identyfikacja z ojcem a wzorce idealnego mężczyzny w percepcji chłopców w wieku adolescencji
Elżbieta Napora
    • Tożsamość płciowa chłopców wychowywanych przez samotne matki
Magdalena Gryszko
Językowe sposoby wyrażania potrzeb przez kobiety

R E C E N Z J E:
Lucjan Kocik
Krystyna Slany: "Alternatywne formy życia małżeńsko-rodzinnego"

Ryszard Karpowicz
    • Jan Żebrowski (red.): "Rodzina polska na przełomie wieków"
Ryszard Karpowicz
    • Bożena Matyjas (red.): "Formy pomicy dzieciom i rodzinie w środowisku lokalnym"

K O M U N I K A T Y:
Elżbieta Napora, Izabella Gomółka-Walaszek
    • Niepokoje i nadzieje współczesnego człowieka. Człowiek w sytuacji przełomu
W S P O M N I E N I A:
Zofia Dąbrowska
Weronika Dowlasz - jedyna w Polsce taka matka

Inka Dowlasz
    • O mamie mojej, Weronice
Andrzej Kler
    • Streszczenia artykułów w języku angielskim
Stanisław Stanuch
    • O książce "Kartki dla Kamila" mówi autor
 
 
 
 

Małżeństwo jako wartość. Studium Empiryczne
Jest to tekst referatu wygłoszonego przez autorkę - Zofię Dąbrowską - podczas konferencji naukowej pn. "System wartości a procesy demograficzne". Konferencję zorganizował Instytut Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w ramach prac I Kongresu Demograficznego, w październiku 2002 roku.

      Prawdę powiedziawszy, to pojęcia "rodzina" i "małżeństwo" definiowano w sposób podobny od czasów Arystotelesa poczynając, aż po lata sześćdziesiąte naszego XX stulecia, - kiedy to zaczęły się pojawiać nowe, alternatywne formy współżycia małżeńsko-rodzinnego. Profesor Krystyna Slany w obliczu tego zjawiska słusznie proponuje uściślenie, a nawet przedefiniowanie używanych dotąd terminów "rodzina" i "małżeństwo"1/. Familiolodzy oraz gamolodzy powinni bowiem operować tymi samymi, albo bardzo zbliżonymi, pojęciami - i to niezależnie od własnych preferencji światopoglądowych czy też ideowych opcji. Takie podejście powinno być po prostu regułą naukową.

      Gamologia nie jest w naszym kraju dyscypliną popularną, o utrwalonych tradycjach naukowo-badawczych. Tym niemniej małżeństwem interesuje się coraz więcej teoretyków - specjalistów wielu różnych dyscyplin wiedzy, - zwłaszcza psychologów, socjologów, prawników - nie mówiąc o demografach. Z tej racji wiele jest definicji samego pojęcia. Na użytek tego opracowania wybrałam socjologiczną definicję Jana Szczepańskiego2/. Otóż profesor proponuje, aby małżeństwo traktować jako unormowany stosunek społeczny, w którym - cytuję: "następuje przekształcenie czysto osobistego zaangażowania w trwałe przystosowanie i współdziałanie dla wykonania zadań". Jeśli zaś chodzi o wartości, posłużę się definicją ze Słownika Psychologii: "Wartość jest to ogólna, abstrakcyjna zasada, wyznaczająca wzorzec zachowania w danej kulturze czy społeczeństwie, którą w efekcie procesu socjalizacji członkowie danego społeczeństwa skłonni są wysoko cenić"3/.

      Jakie jest usytuowanie małżeństwa w hierarchii wartości? Małżeństwo nie jest wprawdzie wartością autoteliczną - jak miłość czy wolność - jest jednak wartością wyjątkową, wysoko usytuowaną. Na pewno można mu przypisać cechę uniwersalizmu, bowiem występuje w każdej epoce, w każdej kulturze, w każdej religii, w każdym miejscu na Ziemi. Jako specyficzny związek kobiety z mężczyzną początkuje rodzinę, a więc zapewnia trwanie naszego gatunku. Jest bardzo ważnym wzorcem społecznym, stanowiącym punkt odniesienia dla nowo powstających alternatywnych form życia małżeńsko-rodzinnego. Wyjątkowo wysoko usytuowane jest małżeństwo w naszej kulturze dzięki chrześcijaństwu - podniesione, bowiem zostało do godności sakramentu. Chodzi o wyznanie rzymsko-katolickie oraz o prawosławie, gdyż wyznania protestanckie - jak wiadomo - małżeństwa za sakrament nie uznają.

MAŁŻEŃSTWO A WARTOŚCI RODZINNE
      Renata Doniec z Uniwersytetu Jagiellońskiego4/ prowadziła badania wśród dużej populacji małżeństw wielkomiejskich dociekając, jakie wartości preferują? Otóż zdecydowanie na pierwszym miejscu znalazły się wartości rodzinne. Przekazywało je swoim dzieciom 67% badanych rodziców. Dbałość o współmałżonka, umiłowanie rodzicielstwa, troska o dom, gotowość poświęcenia dla rodziny - oto jak najkrócej można określić te wartości rodzinne, do których badani przysposabiają swoje dzieci - a więc przyszłe żony i przyszłych mężów. I to bez względu na poziom swego wykształcenia, swój wiek, czy status społeczno-zawodowy. Ta sama autorka w tych samych badaniach dociekała, jaką wartość dla współczesnej rodziny wielkomiejskiej w Polsce przedstawia dziecko? I ustaliła, że występują wyraźne postawy pro rodzicielskie. Dziecko postrzegane jest jako najważniejsza wartość w małżeństwie. Jednak tak myśli pokolenia starsze oraz średnie, natomiast w najmłodszym pokoleniu przejawiane są wobec tej kwestii postawy ambiwalentne.

      Międzypokoleniową transmisję wartości badał Ryszard Skrzypniak, familiolog z Politechniki Koszalińskiej5/, który ustalił, że wciąż nieprzerwanie - nadal jak od wieków, tak i we współczesnych rodzinach w Polsce - trwa dziedziczenie wartości. Przy czym istnieje zadziwiająca stabilność w ich międzypokoleniowej transmisji, a rodzina w tym przekazie zdecydowanie wyprzedza wpływy wszystkich innych środowisk pozarodzinnych - w tym mediów, a nawet Kościoła. Wartości przekazywane są głównie w postaci wzorców, reguł i zasad postępowania. Istnieje wyraźne zróżnicowanie pokoleniowe. Dla pokolenia najstarszego najważniejsze są: praca, pracowitość i uczciwość, - za czym opowiedziało się 80 % badanych. Dla pokolenia średniego najcenniejsze jest wykształcenie - 70% badanych. Dla pokolenia najmłodszego: dobre wykształcenie, dobra praca, sporo dóbr materialnych oraz wygodne życie - za tym zestawem wartości opowiedziało się 90% badanych.

      Interesującą zależność udowodniła badawczo Urszula Sokal z Bałtyckiej Wyższej Szkoły Humanistycznej w Koszalinie6/ dociekając, - jakie wartości preferują małżonkowie pochodzący z rodzin pełnych, a jakie pochodzący z małżeństw rozwiedzionych. Okazało się, że najwyżej cenioną wartością w badanych grupach małżeństw jest rodzina i jej bezpieczeństwo socjalne. Za tą wartością - jako najważniejszą - opowiedziało się 83% badanych.

      Wspólnym wątkiem cytowanych tu wyników trzech badań jest podkreślenie znaczenia wartości rodzinnych, jako wartości bardzo wysoko cenionych. I to zarówno w jednostkowych planach życiowych, w świadomości wychowawczej rodziców, jak i w przekazie międzypokoleniowym.

SZCZĘŚCIE MAŁŻEŃSKIE JAKO WZORZEC SOCJALIZACYJNY
      Rodzice jako małżonkowie stanowią dla swoich dzieci pierwszy i niepowtarzalny wzór socjalizacyjny, a ich pożycie małżeńskie - obserwowane w dzieciństwie - wywiera bardzo silny wpływ na rozwój osobowości dziecka, na jego prawidłowe funkcjonowanie w dorosłym życiu. Tę zależność wykazała w swoich badaniach empirycznych Agnieszka Gałkowska z Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie7/. Wyniki jej badań dowodzą, że oddziaływanie małżeństwa rodziców na dziecko jest wyjątkowo silne, wyjątkowo wielostronne i wyjątkowo długotrwałe. Postrzegana w domu rodzinnym j a k o ś ć małżeństwa rodziców wpływa m.in.: na ukształtowanie obrazu siebie i poziomu samoakceptacji, na jakość relacji z innymi ludźmi, na siłę życiowych dążeń i efektywność ich realizowania, także na posiadanie wielu kompetencji społecznych.

      Proponuję trzy charakterystyczne "portrety osobowościowe" sformułowane na podstawie wyników wyżej wymienionych badań.

• Portret pierwszy dotyczy osób, które małżeństwa swoich rodziców oceniały w dzieciństwie negatywnie. Są to w swym dorosłym życiu osoby z reguły emocjonalnie zahamowane, wewnętrznie spięte, skoncentrowane głównie na własnym wnętrzu, choć w jakiś sposób nietypowe. Wnikliwie obserwują i oceniają one świat zewnętrzny; cechuje je jednak bierność oraz tendencja do wycofywania się z wielu sytuacji społecznych. Utrzymują niewielką ilość kontaktów z ludźmi i raczej nie znajdują w tych osobach oparcia. Nie można jednak powiedzieć, że dzieci małżonków mniej szczęśliwych w swoich małżeństwach źle funkcjonują, albo, że są obciążone jakimiś cechami patologicznymi. Tego badania nie wykazały.

• Portret drugi dotyczy osób, które w dzieciństwie związki małżeńskie swoich rodziców spostrzegały jako średnio udane. Otóż one same siebie oceniają jako jednostki przeciętne. Są to osoby łagodne, skromne i przewidywalne. Pragną jednak posiadać więcej sił i zdecydowania, aby móc osiągnąć w życiu wyższą pozycję. W kontaktach z ludźmi chętnie przyjmują postawy podporządkowane. A kontaktują się bardzo dobrze. Sprzyja temu pewna konwencjonalność w ich myśleniu i postępowaniu oraz wyraźna niechęć do komplikowania spraw.

• Trzeci portret osobowościowy dotyczy osób, które małżeństwa swoich rodziców spostrzegały w dzieciństwie jako szczęśliwe lub bardzo szczęśliwe. Te osoby otrzymały od rodziców wielki dar. Czym się charakteryzują? Otóż cechuje je nadzwyczajna wprost umiejętność nawiązywania satysfakcjonujących kontaktów z ludźmi. Posiadają rzadko spotykaną elastyczność właśnie w kontaktach interpersonalnych. Potrafią, bowiem przyjmować wobec innych postawy dominujące, ale i postawy podporządkowane - i to zarówno w dziedzinie sprawowania władzy jak i sprawowania opieki. Cechuje je rzadko występująca konfiguracja cech osobowościowych: mianowicie połączenie wysokiej sprawności w działaniu (przy pełnym poszanowaniu zasad) - z żywą, spontaniczną reakcją emocjonalną, pozwalającą na improwizację, na zachowania innowacyjne. Dlatego osoby, o jakich mowa, potrafią bardzo dobrze funkcjonować w sytuacjach trudnych oraz nadzwyczajnych. Doskonale też funkcjonują w swoich małżeństwach.

      I nie jest to jedynie proste oddziaływanie dobrego wzorca socjalizacyjnego. Szczęśliwe małżeństwo rodziców okazuje się być niezwykłą wprost wartością przekładającą się na ukształtowanie cech osobowości dziecka, wartością, która sprzyja doskonałemu funkcjonowaniu dziecka w jego dorosłym życiu.

WARTOŚĆ MAŁŻEŃSTW I RODZIN REKONSTRUOWANYCH
      Nazywane są małżeństwami i rodzinami zrekonstruowanymi lub rekonstruowanymi. Ich liczba nieustannie wzrasta. (Miał je policzyć ubiegłoroczny Spis Powszechny). Jak dowodzą badania Zbigniewa Strzeleckiego8/ pod względem cech demograficzno-społecznych w odniesieniu do tych związków nastąpiła w Polsce ogromna jakościowa zmiana. Przykładowo: o ile w latach sześćdziesiątych podstawową grupę mężczyzn zawierających małżeństwa powtórnie stanowili wdowcy - 41%, to pod koniec lat dziewięćdziesiątych - a więc w okresie trzydziestolecia - partnerami w związkach tego typu są niemal wyłącznie osoby rozwiedzione: 57% mężczyzn i 51% kobiet. Zatem miejsce naturalnego czynnika, jakim jest śmierć współmałżonka, zajął czynnik społeczny, znamionujący na pewno wzrost liczby rozwodów.

      Statystycznie biorąc małżeństwa powtórne zawiera: 35% osób bezdzietnych; 31% posiadających wspólne dziecko (albo i więcej dzieci); 26% osób posiadających dzieci ze swoich pierwszych małżeństw oraz 8% osób, które posiadając dzieci z poprzednich związków - równocześnie mają dzieci wspólne.

      Już samo to wyliczenie wskazuje na duże strukturalne zróżnicowanie małżeństw i rodzin rekonstruowanych, wskazuje na ich skomplikowanie wewnętrzne, na ich nietypowość. Różnorodność form współżycia rodzinnego w takich związkach determinuje sposób ich życia i wskazuje na to, że przynależność do nich nie jest jasno zdefiniowana - ani ze względu na więzy biologiczne, ani ze względu na regulacje prawne. Bywa, że dzieci z takich rodzin są członkami więcej niż jednej wspólnoty rodzinnej. Tak się na przykład dzieje w sytuacji, gdy dziecko uczestniczy w życiu rodzinnym ożenionego powtórnie swego biologicznego ojca - a jednocześnie, na co dzień, żyje w rodzinie swej powtórnie zamężnej, biologicznej matki. Mogą też mieć dzieci z takich rodzin po trzy albo i po cztery pary babć i dziadków, czego zupełnie nie doświadczają wnuki w rodzinach naturalnych.

      Pozycja prawna jednego albo i obydwojga małżonków - jako rodziców - w założonej przez siebie rodzinie rekonstruowanej bywa asymetryczna. Przybrany rodzic nie posiada, bowiem praw rodzicielskich wobec dziecka swojego partnera, a przecież, na co dzień się nim zajmuje i odpowiada za nie. Wiąże się ten problem ze sprawowaniem ról macochy i ojczyma, dla których nie istnieją jasno sprecyzowane, jednoznaczne modele społeczne. Bywa też, że małżeństwo powtórne nie jest akceptowane przez rodziny pochodzenia małżonków, albo przez jedną z nich. Powód jest prosty: zawarcie powtórnego małżeństwa zwykle poprzedza rozwód i inne negatywne przeżycia, które nie mogą wywoływać akceptacji u wszystkich.

      Z takimi - i z wieloma innymi jeszcze trudnymi problemami natury psychologicznej, prawnej, wychowawczej czy majątkowej - mają do czynienia małżeństwa i rodziny rekonstruowane, czego zupełnie nie doświadczają rodziny naturalne. Tym niemniej, rozwiązywanie tych trudnych problemów wcale nie musi być traumatyzujące. Równie dobrze może się stać pewnym specyficznym bogactwem - płynącym chociażby z mnogości różnych relacji i ustosunkowań, które z powodzeniem mogą oddziaływać na jednostkowy rozwój członków tych nietypowych wspólnot rodzinnych. Dlatego - jak sądzę - małżeństwa powtórne zawierają ludzie odważni i pełni życiowego optymizmu. Jak wykazały badania Krystyny Kluzowej i Krystyny Slany z Uniwersytetu Jagiellońskiego9/ aż 77% osób, które zawarły powtórne związki małżeńskie uważa je za udane i satysfakcjonujące. Przy czym najszczęśliwsze bywają w nich te osoby, które małżeństwa powtórne zawarły w starszym wieku - od piątej dekady życia poczynając. Co jest bez wątpienia stwierdzeniem optymistycznym, zwłaszcza dla samotnych seniorów.

      Małżeństwa powtórne i rodziny rekonstruowane - ta upowszechniająca się w naszym kraju nowa, zróżnicowana forma współżycia rodzinnego - stanowi specyficzną wartość: i małżeńską, i rodzinną. Rola tych wspólnot w postmodernistycznych procesach przekształceń rodziny - jak się wydaje - będzie wzrastać. Na pewno wymagają nowych, wnikliwych badań. (Jak dotąd, badały je m.in.: wymienione wyżej - Krystyna Kluzowa i Krystyna Slany, także Alina Dobosz-Sztuba z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu10/, Zofia Wasilkowska z Warszawy11/, Barbara Kromolicka z Uniwersytetu Szczecińskiego12/).

WARTOŚĆ MAŁŻEŃSTW BEZDZIETNYCH Z WŁASNEGO WYBORU
      Mamy w kraju około 30% małżeństw bezdzietnych. Trudno powiedzieć - ile jest wśród nich takich, które rodzicielstwo jedynie odraczają, a ile takich, które je wykluczają. Tych, które mają problemy prokreacyjne natury biologicznej, czyli małżeństw bezpłodnych - jest ponad 20%, a dokładnie 1.200.000. Można przyjąć, że liczba związków bezdzietnych z własnego wyboru sięga 6%. W każdym razie zjawisko świadomej bezdzietności narasta, zwłaszcza wśród małżeństw najmłodszych. Pod względem badawczym nie jest wystarczająco rozpoznane.

      Istnieje ogromna jakościowa różnica między związkami małżeńskimi bezpłodnymi, lecz pragnącymi mieć potomstwo - a małżeństwami bezdzietnymi z własnego wyboru. Te pierwsze potrafią długo i uporczywie walczyć o spełnienie swego rodzicielstwa, a gdy się to nie powiedzie bardzo często się rozwodzą - w roku 1996 wśród wszystkich rozwodzących się w Polsce par małżeńskich te pary stanowiły 31%13/. Inaczej jest w małżeństwach, które świadomie kreują współżycie w diadzie bez prokreacji. Mają one zupełnie odmienną, nietypową perspektywę życia. Nastawione są głównie na samorealizację, ale także na empatyczne, niekiedy pełne idealizmu, odniesienia wobec świata wartości i świata innych ludzi. Czym się wyróżniają? Jakie typy osobowości reprezentują tacy małżonkowie?

      Stwierdzono w badaniach amerykańskich - a liczne ich wyniki opracowała Alicja Kalus z Uniwersytetu Opolskiego14/, że skłonność do świadomej bezdzietności przejawiają jedynacy albo dzieci pierworodne - i to zarówno kobiety jak i mężczyźni. Żony w takich małżeństwach najczęściej są usamodzielnione i skoncentrowane na pasjonującej je pracy zawodowej lub innej działalności. Doskonale się czują w takich związkach z mężczyznami, w których panują stosunki partnerskie, równościowe. Jednak w domach bywają dominujące i skłonne do rywalizacji. Ale bywają też łagodne, kobiece i w jakiś sposób oryginalne. Natomiast mężowie w małżeństwach, o jakich mowa, są na ogół mężczyznami bardzo wrażliwymi - także na potrzeby innych, obcych sobie ludzi. Bywa, że są silni osobowościowo i potrafią psychicznie wspierać swoje - na ogół wyemancypowane - żony. Ale bywa też, że są ulegli i przejawiają skłonność do zależności od nich. Najczęściej są to mężczyźni atrakcyjni intelektualnie i towarzysko, niekiedy bardzo utalentowani.

      Obydwoje małżonkowie wysoko cenią dobre wykształcenie i na ogół sami są lepiej wykształceni od swoich rówieśników. Obydwoje są bardzo zajęci lubianą pracą zawodową, często pracą twórczą. Obydwoje też bardzo dobrze ze sobą współdziałają. Podział ról w ich związkach nie jest ostry, a równość i zamienność tych ról obydwoje sobie cenią. O swoje małżeństwa - o ich jak najlepszą jakość - obydwoje dbają. Często dyskutują na ten temat - w ogóle bardzo często ze sobą rozmawiają. Bywa, że nie czują się zobligowani do przestrzegania norm wyznaniowych, zwłaszcza tych w postaci nakazów czy zakazów.

      Stosunek otoczenia do małżeństw bezdzietnych z wyboru nie jest pozytywny. Małżonkowie ci postrzegani są jako ludzie samolubni, egoistyczni, zapatrzeni tylko w siebie, wyobcowani i na pewno nieszczęśliwi, - bowiem brak potomstwa powszechnie traktowany jest u nas jako nieszczęście. Oczywiście, są to opinie stereotypowe. Sami bezdzietni małżonkowie bynajmniej nie czują się nieszczęśliwi. Przeciwnie - potrafią cieszyć się życiem, niekiedy nawet bardzo. Na ogół są otwarci i przyjaźnie ustosunkowani wobec otoczenia. Na pewno mają świadomość alternatywnych źródeł osiągania satysfakcji życiowych poza prokreacją i potrafią z nich doskonale korzystać.

      Małżonkowie bezdzietni z własnego wyboru swoje związki małżeńskie oceniają jako samoistną wartość, której należy strzec i której strzegą. Co jednak nie znaczy, że potrafią się ustrzec przed rozwodem.

MAŁŻEŃSTWO A DŁUGOWIECZNOŚĆ
      Przez okres dwunastu lat Beata Tobiasz-Adamczyk i Krystyna Szafraniec z Uniwersytetu Jagiellońskiego badały problem współzależności między stanem cywilnym a długością trwania życia w starszym wieku15/. Badania prowadziły na bardzo dużej, kilkutysięcznej populacji. Ich wyniki dowodzą, że zależność, o jakiej mowa, jest zróżnicowana. To prawda, że dłuższe trwanie życia w starszym wieku występuje wśród osób zamężnych i żonatych - nie jest to jednak wynik, który można rozpatrywać jednoznacznie.

      Najsilniejszy wpływ na wcześniejszą umieralność w starszym wieku ma stan wdowieństwa - najwyższy odsetek zgonów występuje właśnie wśród kobiet i mężczyzn owdowiałych, przy czym wyższy jest wśród mężczyzn. Dłużej żyją zamężne seniorki oraz seniorki rozwiedzione, lecz najdłużej te panie, które nigdy nie wyszły za mąż. Podobnie wśród seniorów: najdłużej żyją kawalerowie, nieco krócej żonaci i rozwiedzeni, a najkrócej wdowcy. Okazuje się, zatem, że stan cywilny znacząco różnicuje długość trwania życia w starszym wieku. Oczywiście, pozostawanie w trwałym i udanym związku małżeńskim ma zdecydowanie pozytywny wpływ na dobrą kondycję psychofizyczną seniorów. Jednak - jak wykazują wyniki cytowanych badań - długowieczność zapewnia raczej pozostawanie w stanie bezżennym, czyli w staropanieństwie i starokawalerstwie.

      Cóż, pod tym względem wartość małżeństwa wydaje się być względna...

      Nie można jednak uznać za względne odniesienie wobec polskich małżeństw takich współczesnych wartości - upowszechnionych w Europie - jak: dążenie do zadowolenia i szczęścia, dążenie do odpowiedzialności, dążenie do tolerancji czy też dążenie do zachowań zdroworozsądkowych. Każda z tych cennych i w zasadzie nowo przyjmowanych wartości - odniesiona do przeciętnego małżeństwa w Polsce, - jakiego obraz wyłania się z badań - znajduje, bowiem dobry grunt dla swojego rozwoju. I to jest optymistyczne. Bardzo optymistyczne jest zwłaszcza to, że dla Polaków małżeństwo i rodzina stanowią wartości wyjątkowo wysoko cenione, - na co wskazują wyniki niemal wszystkich badań. Aż 82% dorosłych rodaków z aplauzem odnosi się do samej instytucji małżeństwa. Jest to wyraz dobrej nadziei na poprawę jakości związków małżeńskich w naszym kraju, na poprawę jakości naszych - wciąż przekształcających się - rodzin.

PRZYPISY


1/ Krystyna Slany: Definicje pojęć "małżeństwo" i "rodzina" w obliczu pojawienia się alternatywnych form życia małżeńsko-rodzinnego. Kwartalnik "Małżeństwo i Rodzina" nr 4/2002, s. 3.
Powrót do artykułu

2/ Jan Szczepański: Elementarne pojęcia socjologii. Warszawa, rok 1972.
Powrót do artykułu

3/ A.S.Reber /red./ Słownik psychologii. Warszawa, rok 2000, s. 810.
Powrót do artykułu

4/ Renata Doniec: Wartości osobowe w systemie wartości rodziny miejskiej w układzie międzypokoleniowym. /W/: Franciszek Adamski /red./: Wartości-Społeczeństwo-Wychowanie. Kraków, rok 1995, s. 7. Także: Renata Doniec: Rodzina wielkiego miasta. Przemiany społeczno-moralne w świadomości trzech pokoleń. Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków, rok 2001.
Powrót do artykułu

5/ Ryszard Skrzypniak: Transmisja międzypokoleniowa wartości wychowawczych w rodzinie. /W/: Rodzina w czasach szybkich przemian. Roczniki Socjologii Rodziny, tom XIII. Wyd. UAM Poznań, rok 2001.
Powrót do artykułu

6/ Urszula Sokal: Wartości preferowane przez osoby dorosłe pochodzące z rodzin pełnych i rozwiedzionych. /W/: Rodzina w czasach szybkich przemian. Roczniki Socjologii Rodziny, tom XIII. Wyd. UAM Poznań, rok 2001.
Powrót do artykułu

7/ Agnieszka Gałkowska: Małżeństwo rodziców a obraz siebie. "Problemy Rodziny" nr 5/1995, s. 41. Także: Percepcja powodzenia małżeństwa rodziców a społeczny obraz ich dorosłych dzieci. Wyd. Towarzystwa Naukowego KUL. Lublin, rok 1999. Także: Zasięg oddziaływania jakości małżeństwa rodziców na dzieci w ich dorosłym życiu. "Małżeństwo i Rodzina" nr 1/2002, s. 38.
Powrót do artykułu

8/ Zbigniew Strzelecki: Dobór małżeństw w Polsce według cech demospołecznych. "Problemy Rodziny" nr 3/1993, s. 3.
Powrót do artykułu

9/ Krystyna Kluzowa, Krystyna Slany: Satysfakcja małżeńska w związkach powtórnych. "Problemy Rodziny" nr 1/1992, s. 27. Tych samych autorek: Powtórne małżeństwa osób w starszym wieku w aspekcie demograficznym. "Problemy Rodziny" nr 3/1993, s. 10. Także: Powtórne małżeństwa osób w starszym wieku w aspekcie socjologicznym. "Problemy Rodziny" nr 4/1993, s. 46.
Powrót do artykułu

10/ Alina Dobosz-Sztuba: Typy i cechy rodziny zrekonstruowanej. "Problemy Rodziny" nr 1/1989, s. 21.
Powrót do artykułu

11/ Zofia Wasilkowska: Problematyka prawna związana z rodziną zrekonstruowaną. " Problemy Rodziny" nr 4/1981, s. 3.
Powrót do artykułu

12/ Barbara Kromolicka: Przystosowanie szkolne uczniów z rodzin zrekonstruowanych. "Problemy Rodziny" nr 1/1998, s. 46.
Powrót do artykułu

13/ Raport o sytuacji polskich rodzin. Warszawa, rok 1998, s. 28.
Powrót do artykułu

14/ Alicja Kalus: Małżeństwa bezdzietne z wyboru w świetle literatury psychologicznej /głównie amerykańskiej/. "Problemy Rodziny" nr 4-5-6/2001, s. 15.
Powrót do artykułu

15/ Beata Tobiasz-Adamczyk, Krystyna Szafraniec: Wpływ stanu cywilnego na umieralność w starszym wieku. "Problemy Rodziny" nr 4/1999, s. 42.


Do początku strony

 


Fenomen bezdzietności we współczesnych wysoko rozwiniętych społeczeństwach
Krystyna Slany, Izabela Szczepaniak-Wiecha Instytut Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie

      Współczesne społeczeństwa po raz pierwszy od tysięcy lat dały kobietom możliwość wyboru prokreacyjnego - posiadać czy też nie posiadać dzieci, dały nową ofertę życiową - wolności prokreacyjnej, wolności od dziecka. Nowoczesne techniki kontroli urodzeń skutecznie pozwalają na unikanie prokreacji. Bezdzietność przestaje być tak silnie stygmatyzowana jak w przeszłości, a dzięki masmediom - które przedstawiają wizerunki kobiet pięknych i kreatywnych, często z atrakcyjnymi mężami, partnerami, lecz bez dzieci - trwa społeczne "oswajanie" z nowym zjawiskiem. Radość z posiadania potomstwa zastępowana jest radością samorealizacji i osiągania sukcesu zawodowego lub twórczego.
      Prokreacja i rodzicielstwo stają się dzisiaj bardziej konstruktem społecznym niż imperatywem biologicznym. Istnieje wiele czynników, które mogą wpływać na bezdzietność i które odnoszą się do biologicznej, ekonomicznej, społecznej czy osobistej sfery życia człowieka (Baker, 2001). Nie można pominąć także wagi stereotypowego myślenia o bezdzietności. Badania i analizy socjopsychologiczne starają się ukazywać portret kobiet bezdzietnych z własnego wyboru, ukazywać przyczyny bezdzietności i nastawienie do nich opinii społecznej. Najczęściej ukazuje się wizerunek kobiety bezdzietnej z wyższym wykształceniem, pochodzącej z klasy średniej, nastawionej na własny rozwój, na samorealizację, niekiedy na twórczość. Niejednokrotnie postrzega się ją jako posiadającą zaburzenia psychopatologiczne. Niebagatelny wpływ na zachowania prokreacyjne kobiet wywierają traumatyczne przeżycia w dzieciństwie, brak odpowiednich wzorów rodzicielskich, negatywne wzorce identyfikacyjne, także opresywne wychowanie (Hird, Abshoff 2000). Jednakże bezdzietność z własnego wyboru należy analizować nie tylko na płaszczyźnie psychopatologicznej, ale i przede wszystkim w kontekście zmieniających się ról płciowych oraz dezintegracji rodziny nuklearnej.
      Znaczenie prokreacji można rozpatrywać z punktu widzenia indywidualnego, biologicznego, społecznego czy ekonomicznego. Jak wykazują badania socjologiczne i demograficzne na bezdzietność mają wpływ czynniki ekonomiczne, praca zawodowa kobiet, opóźnianie zawierania małżeństw oraz stosowana regulacja poczęć. Innym fenomenem jest wzrost bezpłodności fizjologicznej obserwowany we wszystkich cywilizowanych krajach, w których z kolei normą społeczną staje się rodzina egalitarna z niską dzietnością. Dzisiaj nie przymusza się kobiet w sposób zdecydowany do realizacji zadań prokreacyjnych, jak to miało miejsce we wcześniejszych epokach.
      Odwołując się do ekonomicznych teorii płodności można stwierdzić, iż skoro w nowoczesnych społeczeństwach liczba dzieci nie wiąże się z produktywnością ekonomiczną, a rola kobiety nie ogranicza się jedynie do wykonywania nieodpłatnych funkcji usługowo-konsumpcyjnych na rzecz rodziny - to pojawią się kobiety, które wybiorą inne role niż tylko rolę macierzyńską. Następuje wyraźne przeorientowanie młodych kobiet na cele edukacyjne i zawodowe - coraz bardziej ważne m.in. dla tych kobiet, którym towarzyszą ekonomiczne korzyści z bezdzietności. Te wymierne korzyści można zainwestować - jak to podkreśla teoria "drugiego przejścia demograficznego" - w finansowanie siebie, swoich rodziców czy też inwestować w dobra trwałe. Istnieją, rzecz jasna, także pozaekonomiczne przyczyny bezdzietności z wyboru.
      Przykładowo: według Camerona i Landa 1990 (za: Hird i Abshoff, 2000) pary bezdzietne okazują sobie więcej miłości, zażyłości, więcej czasu wolnego spędzają razem niż pary z dziećmi, bardziej też dbają o swój rozwój intelektualny. Co więcej - na bezdzietność mogą się decydować osoby ze specyficzną altruistyczną postawą świata. Nie decydują się one na posiadanie własnego potomstwa ze względu na istniejące przeludnienie świata, czy problemy ekologiczne. Orientują się zatem nie na dobro własne, osobiste - ale na dobro ogólne, dobro świata. Osoby nastawione pesymistycznie uważają, iż istniejący wokół nas świat ze swymi zagrożeniami, problemami i patologiami jest środowiskiem zupełnie nieodpowiednim dla prokreacji i wychowywania dzieci.
      Stereotypowe obiegowe poglądy informują, iż osoby bezdzietne z wyboru nie lubią dzieci. Tymczasem na ten temat brak jest wiarygodnych badań. Natomiast z praktyki życiowej wiadomo, że wiele takich osób znakomicie funkcjonuje w rolach profesjonalnych związanych z dziećmi też z powodzeniem występują w rolach rodzinnych - jako ciocie czy wujkowie, wspierając psychicznie, moralnie i materialnie swoje systemy rodzinne. Innym czynnikiem warunkującym bezdzietność z własnego wyboru mogą być traumatyzujące doświadczenia z dzieciństwa, takie, jak: rozpad małżeństwa rodziców, inwalidztwo, choroby rodziców lub rodzeństwa, starszy wiek rodziców, ich nadopiekuńczość, lub ich poświęcanie się wyłącznie dla kariery zawodowej, własna odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo czy też niemożność sprostania wymogom rodzicielstwa. Czynnikiem zniechęcającym może być także silny lęk przed psychofizycznymi uciążliwościami związanymi z przeżyciem ciąży i porodu (Kocik, 2002). Oczywiście wymienione czynniki mogą być ze sobą splecione i należy je badać łącznie w ciągu cyklu życia kobiety oraz jej partnera. Generalnie: zjawiska bezdzietności nie należy analizować tylko w sferze psychopatologicznej, lecz przede wszystkim w perspektywie zmieniających się ról płciowych. Bowiem współcześnie bezdzietność jest osobistym wyborem i jawi się jako sposób - styl życia. Z wypowiedzi wielu kobiet bezdzietnych wynika, iż: "Czują się spełnione, szczęśliwe, prowadzą twórcze, bogate życie podejmując wiele inicjatyw, wiele działań". "Życie solo ich zdaniem też może być pełne i szczęśliwe" (Kocik, 2002).

      Dane statystyczne na temat bezdzietności w krajach zachodnich i w Polsce. Według danych holenderskich, odsetek kobiet bezdzietnych jest stosunkowo wysoki i tak dla każdej z wyróżnionych kohort: 1960-1964, 1965-1969, 1970-1974 wynosi ok. 20%. Z badań wynika, iż głównymi przyczynami bezdzietności kobiet w wieku powyżej 30 lat było: niezdecydowanie co do woli posiadania dzieci (27%), brak partnera (26%), niechęć partnera do posiadania dzieci (15%), wybór własnego kształcenia się (15%) oraz niemożność łączenia pracy zawodowej z posiadaniem dzieci (15%) (Vital Events, 1999). Natomiast w USA odsetek kobiet bezdzietnych w wieku 40-44 lat w roku 1995 wynosił 18% (w 1976 10%) i 20% wśród kobiet w wieku 35-39 lat (United States Bureau of Census). Szacuje się, że w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Nowej Zelandii bezdzietnymi pozostaje 20% kobiet. W Kanadzie w 1991 roku 35% małżeństw było bezdzietnych w porównaniu do 29% w roku 1961 (Baker, 2001). A. Kalus (2001) przytacza dane dotyczące społeczeństw zachodnich, które wykazują, iż brak dziecka z różnych przyczyn dotyczy około 20-25% wszystkich par małżeńskich i jest to zjawisko rosnące.
      W Polsce brak jest generalnie badań nad bezdzietnością dobrowolną (Kalus, 2001). Ograniczone informacje na jej temat można m.in. uzyskać z Narodowych Spisów Powszechnych oraz wyników badań z serii "Ankieta Rodzinna". J. Paradysz (2002), bazując na wynikach NSP, podjął badania dotyczące zawierania małżeństw i dzietności kobiet. Zaprezentował szczegółową analizę ewolucji struktury dzietności kobiet w kohortach małżeńskich z lat 1975-1985. Wynika z niej, Iż odsetek kobiet bezdzietnych w badanych latach przedstawiał się następująco:

Tabela I: Kobiety bezdzietne w kohortach małżeńskich w latach 1975-1985 (w %).
Odsetek małżeństw bezdzietnych Kohorty małżeństw
1975 1976 1977 1978 1979 1980 1981 1982 1983 1984 1985
10 8 7 8 7 5 10 8 7 8 8
Źródło: J. Paradysz (2002), Badanie małżeńskości i dzietności kobiet w Narodowych Spisach Powszechnych.

      Jak wynika z tabeli I przeciętny odsetek kobiet bezdzietnych w 11 badanych latach był stosunkowo niski i wynosił ok. 7,8%. Badania panelowe (pochodna badań z 1987 roku) zakończone Ankietą Rodzinną - 1995 dowiodły popularności modelu rodziny z dwojgiem dzieci. Autorzy ankiety badając m.in. różne kategorie dzietności ustalili, iż rezultaty odnoszące się do interesującej nas kategorii jaką jest bezdzietność z własnego wyboru przedstawiała się następująco:

Tabela II: Kobiety według wybranych kategorii dzietności deklaratywnej.
Kategorie dzietności Odsetek kobiet bezdzietnych
Dzietność idealna AR 1987 - 0,0 AR 1995 - 0,0
Dzietność planowana AR 1987 - 0,7 AR 1995 - 0,3
Źródło: Uwarunkowania zachowań prokreacyjnych rodzin polskich, GUS 1997; AR - Ankieta Rodzinna.

Tabela III: Kobiety zamężne według wieku, dzietności dotychczasowej i całkowitej (w %).
Wiek Kobiety bezdzietne
Dzietność dotychczasowa Dzietność całkowita
25-29 lat 2,2 0,8
30-34 lat 3,1 1,4
35-39 lat 5,7 3,3
Źródło: Uwarunkowania zachowań prokreacyjnych rodzin polskich, GUS 1997.

      Przedstawione dane wskazują, iż w odniesieniu do dwu kategorii dzietności deklaratywnej manifestowane postawy antyprokreacyjne są statystycznie nieznaczące. Zaś w przypadku dzietności całkowitej - która składa się z dzietności dotychczasowej i jeszcze pożądanej (deklaratywnej) - można wnioskować, iż odsetek kobiet bezdzietnych wyniesie około 6%. Polskie dane statystyczne bazujące na NSP wskazują, iż wzrasta udział małżeństw bez dzieci w ogólnej liczbie rodzin. W roku 1995 było ich 23,6% podczas gdy w roku 1978 21%. Jednak warto pamiętać, że ten typ rodziny jest niejednorodny. Zalicza się tu małżeństwa pierwotnie bezdzietne (młode małżeństwa jeszcze nie posiadające dzieci), jak i małżeństwa starsze, których dzieci już opuściły dom rodzinny (według NSP z roku 1988 małżeństwa starsze stanowiły około 80%). Analizując zaprezentowane dane można stwierdzić, iż w Polsce bezdzietność nie cieszy się popularnością. Dlatego można przyjąć tezę, iż w rodzinach polskich dziecko pozostaje wartością fundamentalną.

      Zamiast zakończenia. Czym jest rodzicielstwo, możliwość doświadczenia prokreacji i wszystkich konsekwencji jakie się z nią wiążą, a czym fakt pozostawania bezdzietnym? Jakie z podjętych decyzji wynikają implikacje? Poniższe zestawienie (tabela IV) jest zaledwie próba przedstawienia szeroko rozumianych korzyści i strat wynikających z podjęcia decyzji o dobrowolnej bezdzietności.

Tabela IV: Zestawienie korzyści i strat wynikających z dobrowolnie podjętej decyzji o bezdzietności
KONSEKWENCJE BEZDZIETNOŚCI POZYTYWNE NEGATYWNE
BIOLOGICZNE • Uniknięcie negatywnych uciążliwości psychofizycznych związanych z ciążą i porodem;
• Dewaluacja znaczenia biologicznego spełnienia i konieczności prokreacji (wynika z wyboru orientacji życiowej).
• Niespełnienie powinności utrzymania biologicznej ciągłości rodziny;
• Doświadczanie deprywacji biologicznej (nieskorzystanie z danej płodności fizjologicznej);
• Odczuwanie "niepełności" własnego ciała.
SPOŁECZNE • Uniknięcie realizowania trudnych ról społecznych (bycie matką, bycie ojcem);
• Brak zależności od rodziny i dziecka;
• Uwolnienie się od konieczności okazywania rodzinnego wsparcia, solidarności;
• Uwolnienie się od "pułapki" jaką jest dziecko, zmuszającą do gwarantowania mu bezpieczeństwa, trwałości i stabilności uczuć;
• Życie zgodnie z orientacją indywidualistyczną, wybraną wbrew określonym społecznie fazom cyklu życia człowieka;
• Nieograniczona ruchliwość przestrzenna.
• Brak doświadczenia rodzicielstwa określającego w percepcji społecznej podejmowanie i odgrywanie ważnych ról społecznych;
• Uznanie osoby przez społeczeństwo za niedojrzałą społecznie;
• Brak rodziny, wsparcia rodzinnego, stałości i stabilności;
• Wyłom w określonych społecznie fazach cyklu życia człowieka; zaburzenie społecznego rytmu życia;
• W przypadku przypadłości życiowych (np. choroba, kalectwo) konieczność zdania się na usługi instytucjonalne, czyli reinstytucjonalizacja życia ("zinstytucjonalizowany indywidualizm");
• Napiętnowanie społeczne z powodu niespełnienia zadania prokreacyjnego;
• Niemożność tworzenia "kapitału społecznego" jakim jest dziecko o posiadanie rodziny.
PSYCHOSPOŁECZNE • Wolność "od" i "do";
• Wolność od dziecka;
• Możliwość samorealizowania się, zgodnie z ideologią indywidualizmu;
• Niezależność, autonomia;
• Nieograniczony wybór możliwości życiowych;
• Brak kontroli ze strony rodziny;
• Samodzielne podejmowanie wielu ważnych decyzji.
• Osamotnienie, pustka, nuda, izolacja;
• Niedoświadczenie radości i szczęścia z posiadania potomstwa i jego rozwoju;
• Brak możliwości doznawania miłości od dziecka oraz odczuwania miłości do dziecka o okazywania jej;
• Brak bodźca do kreatywności i pracy dla dobra dziecka.
EKONOMICZNE • Nieograniczone inwestowanie w siebie (podnoszenie zasobów ekonomicznych i społecznych jednostki);
• Nieograniczona możliwość nabywania dóbr i usług.
• Brak wymiany międzygeneracyjnej opierającej się na transferze zabezpieczeń socjalnych (bezdzietni występują w roli free riders w społeczeństwie);
• Konsumeryzm i "świątynie konsumpcji" mają wyższą wartość niż "świątynia rodziny".
Czytelniku, możesz dopełniać tę listę!

(Uwaga: obszerna bibliografia do wglądu u autorek).
 

 


Językowe sposoby wyrażania potrzeb przez kobiety
Pisze Magdalena Gryszko z Instytutu Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie

      Ekspresja wyrażania swoich potrzeb pełni kluczową rolę w prawidłowym funkcjonowaniu jednostki - zarówno na j płaszczyźnie społecznej jak i psychologicznej. Zaburzenia w ich komunikowaniu mogą powodować wykluczenie i dyskryminację całych grup społecznych i uniemożliwiać efektywne działanie jednostek. W artykule zajmuję się wyłącznie kobietami, bowiem ich werbalne, tj. językowe sposoby wyrażania potrzeb są specyficzne oraz specyficznie uwarunkowane. Jeśli chodzi o nasze polskie warunki, to odzwierciedlają one faktyczną społeczno-kulturową sytuację kobiet, ich miejsce w hierarchii społecznej. Analizę zjawiska uważam za ważną, ponieważ w szerszym kontekście społeczno-kulturowym ściśle się ono wiąże z pytaniem o teraźniejszość i o przyszłość kobiet w Polsce, a więc o połowę społeczeństwa.

      Rozpoczynając badania na ten temat pośród innych pytań badawczych, postawiłam następujące, ważne pytanie: "Czy mamy w kraju do czynienia z otwartym i bezpośrednim wyrażaniem swoich potrzeb przez kobiety (co w naszej kulturze jest wyrazem mocnej pozycji w hierarchii społecznej), czy też raczej mamy do czynienia z blokadą ekspresji w tej mierze, ze swoistą niemą sferą oraz posługiwaniem się wypracowanymi strategiami komunikacji niebezpośredniej?"

      Otóż wyniki moich badań1/ jednoznacznie wskazują na to, że najczęściej występującymi kategoriami werbalnego, tj. językowego wyrażania potrzeb przez kobiety są dwie podstawowe strategie: strategia milczenia oraz strategia komunikacji niebezpośredniej. Główny powód nieangażowania się kobiet w akt mówienia wprost o swoich potrzebach bierze się w większości przypadków z funkcjonującego w naszej patriarchalnej kulturze wzorca kobiecości. Na przykład strategia milczenia wiąże się często z kategorią grzeczności czy też "zachowania twarzy". Kategorie te jednak nie są niezależne od płci kulturowej i w innym stopniu wiążą się z kobiecością, a w innym z męskością. Stwierdziłam istotną zależność między posiadanym wizerunkiem kobiecości i roli kobiety, a posługiwaniem się przez konkretną kobietę kategorią milczenia w akcie komunikowania swoich potrzeb. Otóż kobiety z wyraźnie zaznaczoną postawą feministyczną2/ uciekają się do strategii milczenia znacznie rzadziej niż te, które charakteryzuje tradycyjna, wciąż obecna w kulturze patriarchalnej, postawa wobec kobiecości i roli kobiety. Jeśli strategia milczenia pojawia się w przypadku osób z wyraźną postawą feministyczną, to zazwyczaj pełni zupełnie inną funkcję - bywa ostentacyjnym wyrazem protestu.

      W kulturze patriarchalnej milczenie jest jedną z podstawowych cnót kobiety idealnej. Internalizacja tego wzorca najczęściej doprowadza do patologii na płaszczyźnie społecznej - czego przykładem może być nieujawnianie przez całe rzesze kobiet aktów przemocy i gwałtów, jakich doświadczają. Zgodnie z dominującym wzorcem kulturowym kobiecie "nie wypada" posiadać potrzeb osobistych, a tym bardziej o nich mówić. Analiza treści prowadzonych przez badane przeze mnie studentki tzw. dzienniczków potrzeb pozwoliła mi wyodrębnić następujące, najczęściej podawane, motywy aktu milczenia:

- Milczę, ponieważ o pewnych sprawach mówić nie wypada;
- Milczę, bo lepiej jeśli inni domyśla się czego potrzebuję;
- Milczę, żeby nie zrazić do siebie kogoś, żądając zbyt wiele;
- Milczę, bo mówiąc nie zostanę poważnie potraktowana;
- Milczę, kiedy jestem na kogoś obrażona;
- Milcząc, wyrażam mój protest.
      Powyższe motywy aktu milczenia ukazują wyraźnie, że kobiety znajdują się w swoistym błędnym kole wzorców strategii komunikacyjnych. Z jednej strony milczą, bo zakładają, że i tak nie zostaną wysłuchane, lub że to co powiedzą nie będzie potraktowane poważnie oraz dlatego, że są przekonane, iż nie wypada im wyrażać swoich potrzeb. Z drugiej zaś strony milczą, aby wyrazić protest przeciwko temu, jak zostały potraktowane oraz dzięki tej strategii komunikacyjnej zrealizować swoje potrzeby. Uwikłanie w to błędne koło wzorców komunikacyjnych uniemożliwia kobietom ekspresję, wyraźne artykułowanie swoich potrzeb. Biorąc pod uwagę rolę, jaką ekspresja ta pełni w funkcjonowaniu jednostki, zaistniała sytuacja pozbawia kobiety ich własnej podmiotowości. Tak więc przezwyciężenie pewnych wzorców stanowi konieczny warunek zmiany społeczno-kulturowej sytuacji kobiet. To tyle jeśli chodzi o strategię milczenia.

      Jeśli zaś idzie o niebezpośrednie akty komunikacji, to są one jednymi z najważniejszych sposobów ominięcia oficjalnego wzorca kulturowego, zakazującego kobietom ekspresji w ujawnianiu swoich osobistych potrzeb. Kobiety w kulturze patriarchalnej wydają się funkcjonować na zasadzie skomplikowanych systemów komunikacji niebezpośredniej. Na ogół wcale nie mówią o swoich potrzebach wprost. Zatem cel, którym jest skłonienie odbiorcy komunikatu do podjęcia określonych działań, nie zostaje wyrażony explicite. Prototypowym skryptem kulturowym mówienia o tym, czego się potrzebuje właśnie w taki sposób, wydaje się być skrypt: "Kiedy czegoś od kogoś potrzebuję, nie powinnam mówić wprost - ja potrzebuję żebyś ty... Powinnam powiedzieć coś zupełnie innego. Jeżeli powiem coś innego, ludzie mogą się domyśleć, czego od nich potrzebuję".

      W kulturze patriarchalnej mamy do czynienia z obiektywną nierównością między kobietami a mężczyznami w dostępie do władzy. Dane na temat obsady stanowisk kierowniczych, składu parlamentu czy składu rządu w Polsce jednoznacznie wskazują na dyskryminację kobiet. Te obiektywnie istniejące zróżnicowania oraz stereotypy ról powodują, że z kobiecością i męskością w naszej kulturze związany jest inny status społeczny. W skali wartości społeczno-kulturowych kobiecość łączy się z niższym statusem niż męskość. Wywiera to wyraźny wpływ na wybór strategii wyrażania swoich potrzeb przez kobiety. W prototypowym kulturowym skrypcie wyrażania przez nie swoich potrzeb nie ma na przykład miejsca na takie akty, jak rozkaz czy groźba. Pragmatycznym warunkiem zrealizowania rozkazu przez odbiorcę jest bowiem posiadanie przez jego nadawcę autorytetu - ściśle powiązanego ze statusem społecznym oraz z możliwością wyciągnięcia sankcji w przypadku, gdyby odbiorca rozkazu nie wykonał. Zatem w prototypowym skrypcie wyrażania potrzeb przez kobiety jest miejsce jedynie na te akty komunikacyjne, które wiążą się z wolną wolą odbiorcy wobec proponowanego mu działania - czyli akty prośby.

      Na szczęście od początku lat dziewięćdziesiątych - w związku z głębokimi zmianami politycznymi, ekonomicznymi i społeczno-kulturowymi - następuje w naszym kraju stopniowa zmiana kulturowego modelu kobiecości. Istotne znaczenie dla tej zmiany mają działania podejmowane przez polski ruch feministyczny. Zmianie, o jakiej mowa, towarzyszy pojawienie się nowych, nieprototypowych strategii wyrażania swoich potrzeb i oczekiwań. Kobiety obecnie coraz częściej wyrażają je zgodnie ze skryptem: "Kiedy czegoś od kogoś potrzebuję, to po prostu mówię - ja potrzebuję od ciebie...''
      Rozwój ruchu feministycznego w Polsce, a także dalsze przemiany społeczno-kulturowe pozwalają mieć nadzieję, że te prawidłowe, bezpośrednie strategie wyrażania potrzeb odgrywać będą coraz większą rolę w ich ekspresji - przyspieszając tym samym przejście kobiet od milczenia do mówienia przez nie pełnym głosem.

PRZYPISY


     1/ Dla potrzeb badawczych korzystałam z analizy treści wypowiedzi kobiet w mediach, w reklamie telewizyjnej, w literaturze kobiecej, a także z analizy przeprowadzanych pogłębionych wywiadów. Korzystałam też. z treści tzw. Dzienniczków Potrzeb, które na moją prośbę w określonym czasie prowadziły badane .studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego według następującej instrukcji: "Opisz, jaką masz potrzebę; Napisz, jak ją wyraziłaś; Opisz reakcję odbiorcy na twój komunikat; Opisz kontekst sytuacyjny, twoje relacje z odbiorcą; Napisz, czy reakcja odbiorcy była taka, jakiej oczekiwałaś; Zależy mi, abyś prowadziła ten Dzienniczek systematycznie i opisywała każdą sytuację jak najdokładniej".
      Po zakończeniu prowadzenia Dzienniczka Potrzeb z badanymi studentkami przeprowadzono pogłębione wywiady dotyczące stylu komunikacyjnego jaki reprezentują. Studentki wypełniały także ankietę badającą ich postawy wobec społeczno-kulturowych wzorców kobiecości oraz roli kobiety. Miały odpowiedzieć, czy zgadzają się z następującymi stwierdzeniami: "Kobieta powinna skupić się przede wszystkim na opiece nad dziećmi i zajmować się domem; Kobiety są dyskryminowane; Kobieta nie może być szczęśliwa, jeżeli nie urodzi dziecka i nie wyjdzie za mąż; Kobiety powinny mieć większy dostęp do władzy; Kobieta powinna starać się być atrakcyjną w oczach mężczyzn; Kobiety nie nadają się do polityki; Kobiety często są ofiarami gwałtów, przemocy i wykorzystywania seksualnego; Kobiety muszą się zorganizować i walczyć o swoje prawa; Kobiety i mężczyźni w Polsce w latach dziewięćdziesiątych mają takie same szansę na sukces i karierę zawodową; Mężczyźni lepiej niż kobiety nadają się do pracy naukowej".
Powrót do artykułu

      2/ Mówiąc o "postawie feministycznej", jako zmiennej wpływającej na sposób ekspresji, unikam myślenia dychotomicznego, tj. dzielenia kobiet na dwie grupy: feministek i niefeministek. Mamy tu, oczywiście, do czynienia ze zjawiskiem, które można umiejscowić na skali. Przez feminizm w tym kontekście rozumiem świadomość, że kobiety tylko dlatego, że są kobietami, doświadczają dyskryminacji na płaszczyźnie politycznej, społecznej i kulturowej oraz towarzyszące tej świadomości przekonanie, że sytuację dyskryminacji kobiet można i należy zmienić przez podejmowanie działań na rzecz dokonania takiej zmiany.

 


Lucjan Kocik - Krystyna Slany: "Alternatywne formy życia małżeńsko-rodzinnego"
Recenzja najnowszej książki prof. Krystyny Slany socjologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego członkini Rady Programowej "Małżeństwa i Rodziny"

      Celem najnowszej publikacji Krystyny Slany jest analiza alternatywnych form małżeństwa i rodziny na przykładzie zjawiska kohabitacji. Formy te analizowane są na tle szerszych zagadnień odnoszących się do istoty przemian małżeństwa i rodziny w "ponowoczesnych" krajach zachodnich, a także w Polsce. Należy podkreślić, że w Polsce dotąd nie prowadzono szerszych badań poświęconych temu problemowi. Zarówno potoczna obserwacja jak i wiedza socjologiczna na temat alternatywnych związków jest bardzo ograniczona i stereotypowa, a skąpe dane statystyczne pochodzące ze spisów powszechnych oraz wycinkowych badań nie oddają właściwego obrazu ani skali problemu. Tymczasem badania socjologów i demografów w krajach zachodnich wykazują, że alternatywne formy związków małżeńsko-rodzinnych są coraz bardziej powszechne i atrakcyjne wśród wszystkich kategorii ludności.
      Profesor Krystyna Slany - jako wybitna specjalistka w zakresie demografii społecznej i socjologii - podejmuje ten problem w odniesieniu do Polski poprzez analizę masowych badań obejmujących odpowiednie dane Mikrospisu z roku 1995 oraz wyniki badań własnych, przeprowadzonych wśród populacji 1500 studentów IV i V roku, reprezentujących różne uczelnie i różne kierunki studiów. Analiza danych empirycznych przeprowadzona jest w czterech obszernych i niezwykle aktualnych grupach problemów związanych z funkcjonowaniem dzisiejszych "nowoczesnych" i "ponowoczesnych" społeczeństw, a mianowicie: (1) w problematyce zmiany dotychczasowej roli i pozycji społecznej kobiety; (2) w kontestowaniu tradycyjnego modelu małżeństwa i rodziny, a przede wszystkim ich instytucjonalnego kształtu; (3) w pojawieniu się możliwości i potrzeby negocjacji ról małżeńskich, rodzinnych i zawodowych oraz znaczenia tej negocjacji dla procesu "demokratyzacji" rodziny; (4) w zakresie demospołecznych konsekwencji wyżej wspomnianych zjawisk i procesów.
      Tok wywodów autorki w największym skrócie można przedstawić w następujący sposób: wzrost znaczenia społecznego kobiet wynika m.in. ze zmian ekonomicznych, ze wzrostu dobrobytu materialnego, z podniesienia się poziomu ich wykształcenia i świadomości, z niezależności ekonomicznej, z wpływu feminizmu na kształtowanie się tożsamości kobiet eksponującej indywidualność i autonomię, itp. Autonomia ekonomiczna kobiet oznacza również mniejszą zależność od mężczyzn - tak więc koszty założenia małżeństwa są wyższe, zaś koszty wyjścia z niego są niższe. Zmienia to zasadniczo pozycję mężczyzny w gospodarstwie domowym, w którym zaczynają obowiązywać zasady symetrii płci, partycypacji w obowiązkach domowych i wychowaniu dzieci - co przejawia się pewnym obniżeniem autorytetu mężczyzny. Następuje ekonomiczna deinstytucjonalizacja rodziny. Teoria "drugiego przejścia demograficznego" trafnie opisuje demograficzne konsekwencje takiego układu sił.       Inne teorie socjologiczne akcentują zmianę modelu kobiety na przestrzeni ostatnich 100 lat, który ewaluował od modelu "dobrej żony i matki" (funkcjonującego do lat 60-tych), poprzez model "superwoman" (od lat 70-tych) - aż do modelu "invisible woman" (lata 90-te), oznaczającego zacieranie się różnic płciowych (w znaczeniu "gender") oraz lansowanie nowych wzorów socjalizacyjnych w odniesieniu do płci dziecka. I w tym kontekście Krystyna Slany stara się odpowiedzieć w swej pracy na zasadnicze pytania, mianowicie: jak zmiana pozycji kobiety, manifestująca się jej aktywnym udziałem w "orbis exterior", oddziaływuje na macierzyństwo oraz nowe podejście mężczyzn do problemu ojcostwa? Druga grupa problemów wiąże się z oddzieleniem życia seksualnego nie tylko od prokreacji (realizowanej głównie w rodzinie), ale i od małżeństwa - co zmieniło nie tylko status rodziny, ale i samych ludzi, którzy kierują się wartościami i normami niepojętymi i obcymi dla poprzednich pokoleń.
      Nietrwałość i rozpad rodziny - głównie z przyczyn społecznych - uruchamia proces rekonstruowania związków w sposób formalny i nieformalny, generując w ten sposób, "seryjną monogamię lub poligamię sukcesywną". Urodzenie i wychowanie dzieci może być obecnie oddzielone od małżeństwa i od podziału pracy opierającego się na tradycyjnej zasadzie: według płci. Monoparentalność, a nawet dobrowolna bezdzietność stają się trwałym elementem rzeczywistości. Rodzina jako instytucja w pewnym momencie czasu (od początku lat 60-tych) zaczyna być kontestowana i rodzi się fundamentalne pytanie: co w zamian?
      Ponowoczesność - jako że sama jest wieloznaczna i nieokreślona - wytwarza różnorodne formy życia małżeńsko-rodzinnego, które są również nieokreślone (np. kohabitacja, życie w samotności) i pozwala na ich manifestacje, które wcześniej były zabronione. Alternatywność i różnorodność form prowadzi więc do nieokreślonej struktury, funkcji i charakteru rodziny. Nie tylko krytykowane, ale i podważane są heteroseksualne podstawy rodziny, na których bazowała ona przez tysiące lat. Ruchy gejowskie i lesbijskie dążą do zmiany definicji rodziny i poważnie mówią, iż ważne jest nie tylko pokrewieństwo biologiczne, ale i społeczne - uczuciowe czy fikcyjne, nie opierające się na więzach krwi. Z kolei zmiany w sytuacji kobiet - wywołane ich niezależnością ekonomiczną, nastawieniem na samorealizację i autonomię - stawiają pod znakiem zapytania rangę "ojcostwa ekonomicznego" (jedyny żywiciel rodziny) oraz stwarzają warunki sprzyjające negocjacji wszystkich zagadnień związanych z budowaniem prawdziwie egalitarnego związku, co - jak pokazują wyniki wielu badań - nie jest wyzwaniem łatwym do realizacji.
      Ilość problemów związanych z życiem małżeńsko-rodzinnym społeczeństw ponowoczesnych narasta wręcz lawinowo. Uwagę badawczą autorki przykuwa jednak głównie fenomen alternatywnych form życia małżeńsko-rodzinnego, a szczególnie kohabitacja, manifestująca się na wiele sposobów wśród ludzi należących do różnych grup wiekowych i reprezentujących różny stan cywilny. Kohabitacja staje się instytucją społeczną, gdyż rodzą się w niej i wychowują dzieci, a problemy majątkowe kohabitantów są już powszechnie przedmiotem ustaw parlamentarnych. Co zatem warunkuje pojawienie się, rozwój, upowszechnienie oraz rozwój kohabitacji? Cała książka Krystyny Slany stanowi próbę odpowiedzi na te pytania poprzez szeroką analizę uwarunkowań alternatywnych form życia małżeńskiego w ogóle, a kohabitacji w szczególności - i to zarówno w świecie, jak i w naszym kraju.

 


Weronika Dowlasz - jedyna w Polsce taka matka
Wspomina Zofia Dąbrowska

      Odeszła od nas Weronika. Wielka Indywidualność, Wielka Romantyczność, Wielka Pracowitość i Wielka Skromność. Matka najliczniejszej w Polsce, bo ponad 350-osobowej rodziny, w której wychowała się ponad setka dzieci dotąd "niczyich".
Wraz z mężem Grzegorzem utworzyli taką właśnie, gigantyczną rodzinę Dowlaszów - formalnie nazywaną Rodzinnym Domem Dziecka. Wszystkie ich dzieci i wszystkie ich wnuki wyszły na ludzi. To wprost niewiarygodne, ale możliwe.
      Z Wilna do Szczecina Dowlaszowie przyjechali w roku 1945. Zakładali pierwszą szkołę na Bezrzeczu, a Weronika była tam pierwszą polską nauczycielką. Potem pracowali w Państwowym Domu Dziecka, gdzie postanowili założyć własny taki dom. Powst w roku 1959 w zrujnowanej willi na przedmieściu Szczecina, na stoku Wzgórz Bukowych, przy ulicy Mącznej 16. I trwał w swej niezwykłej postaci przez 44 lata, łącząc ze sobą silnymi więzami uczuciowymi ponad setkę wychowywanych w nim dzieci - córek i synów, sióstr i braci, a także zięciów i synowych, wnuków i prawnuków. Matka zawsze była jedna. Niezwykła i niepowtarzalna - moja przyjaciółka, WERONIKA DOWLASZ. Zaliczam ją do grona Wielkich Świeckich Świętych z polskim rodowodem - takich jak Marek Kotański, ksiądz Arkadiusz Nowak, Janina Ochojska czy Jurek Owsiak. To dzięki nim trwa ten nasz świat.