Małżeństwo i Rodzina                                                             NIEZALEŻNY KWARTALNIK NAUKOWY
NUMER 4 (8) ROK II • PAŹDZIERNIK-LISTOPAD-GRUDZIEŃ • 2003


 
W     N U M E R Z E:
W S P O M N I E N I E:
Anna Wachowiak i Barbara Wejnert
    • Wspomnienia poświęcone pamięci wybitnego familiologa, profesora Zbigniewa Tyszki
Z A   G R A N C Ą:
Steven Saxonberg
    • Wpływ polityki rodzinnej na wolność wyboru - Szwecja z perspektywy porównawczej (artykuł w języku angielskim)
R E C E N Z J E:
Krzysztof Arcimowicz
    • Bogdan Wojciszke (red.): "Kobiety i mężczyźni: odmienne spojrzenia na różnice"
Ks. Józef Wilk
    • "W służbie dziecku" (Trzy tomy materiałów pokonferencyjnych)
Ryszard Karpowicz
    • Ks. Józef Wilk: "Pedagogika rodziny"
•     Małżeństwo i Rodzina - roczne spisy treści. Rok 2002 i 2003
•     Streszczenia artykułów w języku angielskim
•     Ilustracje w numerze ze zbiorów Ryszarda Radwiłowicza

 
 
 

Ojcostwo jako wartość - studium empiryczne
Zofia Dąbrowska

      Odwieczne funkcje ojców w rodzinach - prokreacyjna, ekonomiczna, ochronna czy wychowawcza - uległy i wciąż ulegają znaczącym przemianom. Wymusiły je radykalne przemiany społeczno-ekonomiczne i kulturowo-obyczajowe, jakie w skali makro wystąpiły po II wojnie Swiatowej i po dziś dzień trwają. Wymusiła je przede wszystkim zawodowa praca kobiet - żon i matek. Natomiast rozbudzone potrzeby konsumpcyjne wymuszają obecnie wzmożoną pracę zarobkową i ojców, i matek. Ich praca przebiega jednak w warunkach panującego w kraju dużego bezrobocia - a więc w warunkach dyskomfortu i ciągłego zagrożenia.
      W tak skomplikowanej sytuacji nie przestając być wartością, współczesne ojcostwo jest coraz trudniejsze w sprawowaniu - wciąż się musi przemieniać i dostosowywać. Wydaje się, że w miejsce dotychczasowej dyktatury oscyluje ku postawie otwartego przejawiania miłości i w różny sposób służenia rodzinie. Dlatego obecnie autorytet ojcowski wydaje się być labilny, a taki być nie powinien. Autorytet ojcowski powinien współbrzmieć w partnerskim dialogu z autorytetem matczynym. Dlatego kobiety powinny dopomóc swoim mężczyznom w uformowaniu na nowo ich ojcowskich postaw i nowych funkcji w rodzinach. Jak się wydaje macierzyństwo musi dowartościować ojcostwo (na zasadzie: silniejszy pomaga słabszemu). Warto też pamiętać, że współczesny wymiar ojcostwa pozostaje w ścisłym związku z kryzysem męskości, jaki wyraźnie daje się zaobserwować. W naszym polskim patriarchalnym społeczeństwie jest to prawdziwy fenomen.


Refleksje wigilijne na temat Adama i Ewy
Ryszard Radwiłowicz

Wigilia Bożego Narodzenia to według kalendarza
gregoriańskiego dzień Adama i Ewy. Jest to zatem
czas stosowny dla rozważań nie tylko nad
zapowiedzianym odkupieniem, ale i nad mitycznymi
prawinowajcami naszej człowieczej niedoli.

      I. N i e p o s ł u s z e ń s t w o. W Zakopanem pada śnieg. Nie było tak zapewne między Tygrysem i Eufratem, gdy na Ziemi pojawili się pierwsi rodzice. Byli pierwszymi. Czy tylko dlatego godni są szacunku? Znacznie ważniejsza wydaje się być inna właściwość tamtej pary: wszak to oni przekroczyli zakaz po to, żeby sięgnąć po nieznane. Na tym polega istota postępu. Uczynili tak, bo chcieli wyjść poza to, co było im dane. To była konieczność, a nie zła wola, ponieważ gdyby poprzestali na tym, co było im dane, zgodziliby się na ograniczoność i nudę. Postąpili wedle człowieczej natury. Działając dla dobra wszystkich, byli szlachetnymi Prometeuszami, a ponadto byli na początku.
      II. M i t. Biblia jest dziełem wielu autorów oraz ich monoteistycznych i izraelocentrystycznych korelatorów. Powstawała co najmniej w ciągu kilku pokoleń, a jej wątki wykraczają poza krąg kultury Izraela - pełno w niej analogii i zapożyczeń babilońskich i sumeryjskich. Stosunkowo podobne wyobrażenia - choć zróżnicowane zależnie od warunków lokalnych - o początku świata i ludzi znajdujemy także w religiach Dalekiego Wschodu: w Indiach, w Chinach i w Japonii. A jak mogła wyglądać rzeczywistość? Zaledwie domyślają się jej wielodyscyplinarne dociekania naukowe, na które składają się głównie: astrofizyka, astronomia, geologia, biologia, antropologia, psychologia, socjologia, językoznawstwo, literaturoznawstwo i religioznawstwo. Całokształt wiedzy współczesnej - odnoszący się do pradziejów człowieka - mówi o tym, że sięgają one nie sześciu tysięcy, lecz milionów lat. Wedle astrofizyków przestrzeń i czas miały swój początek w jednym niewyobrażalnym błysku, zwanym wielkim wybuchem. Historia Homo Sapiens jest rezultatem ewolucji wiecznej materii i energii, które wprawdzie człowiek współczesny umie w niemałym stopniu wykorzystać, ale które odsłaniają wciąż nowe, coraz to głębsze pokłady nieznanego. Wiedza współczesna daje jednak pewność, że nie było tak prosto i bajecznie, jak z całą żarliwością twierdzą wyznawcy różnych religii, także tych najbardziej rozwiniętych.
      III. J a b ł k o. Jakże piękny jest fragment arrasu wawelskiego przedstawiający Ewę, która wbija zęby w zakazany owoc. Z jej warg spływa smakowity sok jabłka. I oto sprzeczność dwóch współwystępujących interpretacji. Pierwsza - słuszna z ortodoksyjnego punktu widzenia - to przeciwstawienie się woli Jahwe. Druga - o wiele bardziej rozpowszechniona - to popełnienie aktu płciowego. Jednak tylko pierwsze przewinienie jest grzechem, ponieważ sam Jahwe wyrazi niebawem życzenie: "Rozmnażajcie się!".
      Już w początkowych wersetach biblijnych cztery osoby dramatu (Jahwe, Adam, Ewa i Szatan) przejawiają dojrzałe cechy - jak zresztą i u Homera - ludzkiej psychiki: ciekawość, radość, gniew, mściwość, zawiść, ale nade wszystko miłość. A jednak - o dziwo i wbrew wschodniemu (w tym izraelskiemu) poczuciu wartości - w tym przypadku stroną czynną nie jest mężczyzna, lecz kobieta. To Ewa sięga po jabłko. I dalsza sprzeczność - owo Drzewo Wiadomości Dobrego i Złego. Skąd ten podział na dobro i zło, skoro ludzi było wtedy tylko dwoje, a ich wykroczenie nie dotyczyło stosunków międzyludzkich? Nie było przecież wówczas jeszcze odpowiednich warunków do popełnienia przestępstwa przeciw moralności.
      IV. S z a t a n. W Starym Testamencie Szatan pojawia się bardzo rzadko i tylko w liczbie pojedynczej. Wiadomo na podstawie całej Biblii - a w szczególności w świetle jej prawowiernej interpretacji - że bunt części aniołów pod jego wodzą poprzedził stworzenie świata i człowieka. Tak przynajmniej pojmuje te sprawy oddany nauce Kościoła, autor "Raju utraconego" - John Milton. Czytelnika jego monumentalnego dzieła zadziwia jednak fakt, iż poeta o wiele barwniej opisuje postać Szatana niż archaniołów - Gabriela i Michała. Czyżby bezwiednie sympatią darzył właśnie Szatana? Bo też jego postać jest bardziej ludzka, bogatsza o rozterki, których brakuje bezkrytycznym piewcom Boskiego Majestatu. Bo też tak naprawdę to nie prarodzicom, ale Szatanowi należy się miano pierwszego Prometeusz. To przecież z jego podszeptu tamci przekroczyli granicę między naiwnością a dojrzałością.
      V. K a r a. W Księdze Rodzaju nie ma jeszcze niebiańskich zastępów aniołów, ani piekielnych kohort diabelskich, którymi stopniowo wypełniają się i niebo i piekło. Nie ma całych pułków zwielokrotnionych przez ludzkie dusze - te wyniesione do świętości lub strącone w ogień wieczny, bądź te zawieszone w czyśćcowych otchłaniach.       W Genesis występuje oślizgły wąż, którego znaczenie później zaczęto identyfikować z Szatanem, utożsamiając go dodatkowo z organem męskiego pożądania. Wcześniej natomiast nazwano w chrześcijaństwie Szatana - tego księcia piekieł - Lucyferem. I oto nowa sprzeczność: wszak Lucyfer nie brzmi nagannie, gdyż to jest ten, który niesie światło. Komuż niesie światło jeśli nie ludziom pozbawionym go dlatego, że byli krnąbrni i sprzeciwili się zakazom Najwyższego? Z tego powodu zostali ukarani, w dodatku wielopokoleniowo. To przecież nic innego jak odpowiedzialność zbiorowa. A wielogeneracyjna odpowiedzialność zbiorowa jest jeszcze większym okrucieństwem aniżeli ta, którą przewidywał kodeks Hammurabiego pochodzący z tej samej zamierzchłej przeszłości co prawodawstwo Narodu Wybranego.
      VI. W i a r a. Naiwna kosmogonia i moralnie wątpliwa genealogia ludzkiego losu - oto istota Księgi Rodzaju. A jednak - mimo że Jahwe-Elohim uczynił Ziemię środkiem wszechświata; mimo że dwukrotnie rozdzielał wody od niebios; mimo że pod koniec każdego dnia chwalił własne dzieło; mimo że siódmego musiał odpoczywać; mimo że raz wystarczało mu słowo, a innym razem potrzebował współistniejącej materii lub po prostu gliny; mimo że najpierw obdarzył wszystkich aniołów (a więc także późniejszego Szatana) oraz pierwszych ludzi nieśmiertelnością i wolną wolą; mimo że będąc Wszechmocnym i Jedynym obawiał się konkurencji nawet ze strony człowieka ("Abyś przypadkiem nie wyciągnął ręki, by zerwać owoc także z drzewa życia"), nie mówiąc o zbuntowanych aniołach; mimo że panując nad wszystkim oczekiwał i domagał się dla swojej chwały całopalnych ofiar i cierpienia; mimo że miłując wszystkich ludzi szczególną opieką otaczał jeden naród i wielekroć wytracał całe rzesze przeciwników i grzeszników - mimo to wszystko ludzie wierzą, że tak właśnie było i być powinno.
      W gruncie rzeczy ta wiara, jak zresztą wiara w obrębie innych ortodoksji, jest widać człowiekowi potrzebna - a nawet niezbędna dla przetrwania, spokoju i rozwoju. Psychologiczne zjawisko wiary towarzyszyło i towarzyszy większości ludzi niezależnie od poziomu ich wykształcenia. Dowiódł tego znakomicie Władysław Witwicki na podstawie wywiadów z inteligentami w swojej stale aktualnej książce pt. "Wiara oświeconych" (Paryż 1939, Warszawa 1959). Dla wytłumaczenia tego fenomenu posłużył się pojęciem supozycji, czyli niby-sądów, których autorzy tolerują jednocześnie (nieświadomie, podświadomie lub świadomie) sprzeczności logiczne i moralne, chroniąc w ten sposób przed wątpliwościami i krytyką pewne wybrane regiony rzeczywistości i ułudy.
      VII. I n t e r p r e t a c j e. Częściowo w wyniku wspomnianego wyżej rodzaju myślenia - w którym nad chłodnym rozumowaniem bierze górę określone nastawienie z postawą samoobrony na czele, a częściowo z powodu niemyślenia w ogóle na tematy ostateczne - judeochrześcijański mit Adama i Ewy jest przedmiotem wielorakich interpretacji. Układają się one w pewne continuum od naiwnej, baśniowej opowieści - do ideowej przypowieści, w której postępowanie pierwszych postaci biblijnego eposu to jedynie pretekst dla własnych rozważań, to metafora i projekcja własnych marzeń, upadków i wzlotów.
      Cała ta wielorakość interpretacyjna - rozpostarta między fakto- i hagiografią a alegoria - znalazła bogate odbicie w filozofii, literaturze i sztuce w okresie czterech tysięcy lat przed narodzeniem Chrystusa, a zwłaszcza na przestrzeni dwóch tysiącleci naszej ery. Odzwierciedla się ona także w literaturze i sztuce współczesnej. Na przykład, jeśli idzie o polską współczesną plastykę (reprezentowaną przeszło dwustoma eksponatami w zbiorach prywatnych piszącego te słowa) - z jednej strony spotykamy cztery płaskorzeźby autorstwa rodziny Tylusiów z Muszyny w kształcie glinianych tabliczek, które ukazują nabożnie dzieje grzechu pierworodnego, podczas gdy z drugiej - Władysław Hasior z Zakopanego w formie dużego rzeźbo-obrazu przedstawia ironicznie (w maju 1893 roku) pierwszych rodziców nad półmiskiem nieistniejącego wówczas, sutego jadła. Ten sam mit, a jakże biegunowo odmienne spojrzenia.
      VIII. P ł e ć. Z Pisma Świętego Starego Zakonu wyziera klasyczny myzogen, czyli nienawistnik kobiet. Niewiasta jest tam człowiekiem gorszym. Istotą, która pierwsza uległa złu, sprzeciwiła się bowiem zakazowi sięgania po owoc z Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego, a tym samym po wiedzę o czymś więcej, aniżeli było jej przeznaczone. Straciła niewinność, uznawaną za stan ascetycznej czystości - tyleż cielesnej, co duchowej. Zdaniem rosyjskiego filozofa egzystencjalisty, Mikołaja Bierdiajewa chrześcijaństwo zawsze odnosiło się do płci w sposób podejrzliwy, widząc w niej znamię oraz źródło wszelakiego występku. Jednocześnie zawsze sankcjonowało rodzinę i małżeństwo jako warunek przedłużania gatunku. Potępiało zatem obłudnie akt płciowy, równocześnie błogosławiąc jego następstwo w postaci potomstwa. Wszystko to są aktualne relikty dosłownego objaśniania Księgi Rodzaju uznawanej wszak na równi z całym Starym Testamentem za integralną część Pisma Świętego - choć w owych starych księgach aż roi się od wzmianek o wielożeństwie, wiarołomności i różnych sprośnościach, bynajmniej nie potępianych przez Jahwe. Prawdopodobnie z powodu nieukrywanej przychylności wobec Izraela.
      To tyle rozważań na okazję dnia Adama i Ewy, poprzedzającego narodziny Jezusa - Odkupiciela grzechu pierworodnego.


Osamotnienie dziecka w rodzinie
Marzena Sendyk

      Poczucie osamotnienia dziecka w rodzinie określa się też mianem "sieroctwa duchowego", lub "sieroctwa emocjonalnego" - w odróżnieniu od "sieroctwa społecznego". Głównym wyznacznikiem sieroctwa duchowego jest przeżywanie przez dziecko faktu odtrącenia emocjonalnego. Sieroctwo duchowe może więc towarzyszyć sieroctwu społecznemu lub naturalnemu, może też wystąpić samoistnie na tle braku zrozumienia i miłości, przy równoczesnym zabezpieczeniu biologicznych potrzeb dziecka. W takich przypadkach dzieci mają zapewnione bardzo dobre - czasem wręcz luksusowe - warunki materialne, a jednak boleśnie odczuwają swoje osamotnienie, swoje osierocenie w rodzinie.

Do początku strony


Jak sobie radzą z osamotnieniem w rodzinie dzieci i dorastająca młodzież
Katarzyna Gania

      Na podstawie badań własnych autorki wiadomo, że dzieci (uczniowie szkół podstawowych) uciekają się do strategii zadaniowych oraz skoncentrowanych na unikaniu, stosują również inne zachowania zaradcze (ponad połowa), takie jak: słuchanie muzyki, rozmyślanie o miłych rzeczach, jazda na rowerze lub rolkach, zamykanie się w pokoju, jedzenie słodyczy, oglądanie zdjęć lub telewizji, zwierzenie się bliskiej osobie, przytulenie się do maskotki. Sposoby radzenia sobie ukierunkowane na emocje wystąpiły w badaniu w bardzo małej ilości ("płaczę", "jest mi smutno").

Do początku strony


Zwierzę w domu a przystosowanie dziecka do przedszkola
Piotr Połomski

      Międzynarodowa Organizacja Zdrowia (WHO) od wielu już lat oficjalnie uznaje pozytywny wpływ kontaktu ze zwierzęciem domowym na zdrowie człowieka - głównie w chorobie wieńcowej, łagodzeniu bólu, w chorobach psychicznych oraz w geriatrii. Pozytywne oddziaływanie bezpośredniego kontaktu ludzi ze zwierzętami na obniżenie ich wysokiego ciśnienia krwi stwierdzono już w roku 1883 (Kremer, 1995). Obecność zwierząt w codziennym życiu może mieć istotny wpływ na dzieci - ich prawidłowy rozwój fizyczny i psychiczny. Może się stać lekiem na niepokoje psychiczne, kształtować opiekuńczość i odpowiedzialność, wyrabiać wrażliwość na potrzeby istot żywych - w tym także na potrzeby innych ludzi.

Do początku strony