Małżeństwo i Rodzina                                   NIEZALEŻNY KWARTALNIK NAUKOWY
Na tej stronie publikujemy artykuły o tematyce związanej z rodziną
i małżeństwem. Zapraszamy do lektury!


 
 

WSPÓŁCZESNY STEREOTYP "STAREJ PANNY"
Elżbieta Górnikowska-Zwolak, Katarzyna Rajca, Magdalena Więcławek

      Zachodząca od piętnastu lat transformacja ustrojowa wywiera istotny wpływ na szeroką sferę zagadnień życia społecznego. Nowe ideologie liberalne zmieniają tradycyjne poglądy, zachowania czy wartości odnoszące się także do sfery życia rodzinnego. Jak zauważa Krystyna Slany: "Można spodziewać się, że zmiany w sferze zachowań rodzinnych, wyrażające się w zachowaniach demograficznych i socjopsychologicznych, dotyczyć będą przede wszystkim młodego pokolenia, żyjącego już w społeczeństwie otwartym na przepływ idei, wartości i norm". W artykule przedstawiamy fragment wyników badań, których celem było poznanie poglądów młodych kobiet na temat instytucji małżeństwa i rodziny. Badania przeprowadzono na terenie województwa śląskiego. Przebadano 156 kobiet w wieku 20-25 lat, studiujących na jednym z następujących kierunków: pedagogika, ekonomia, farmacja, filologia romańska, kulturoznawstwo, politologia oraz finanse i bankowość.

Analiza zachowań społeczeństwa polskiego wskazuje, że w dużym stopniu przejmujemy wzorce z krajów zachodnich. Można zaobserwować m.in. Następujące wskaźniki przemian modelu rodziny: spadek współczynnika dzietności, opóźnienie urodzenia dziecka w małżeństwie, opóźnienie zawarcia związku małżeńskiego - co wiąże się najczęściej z kohabitacją przedmałżeńską, a także wzrost społecznej akceptacji dla kohabitacji. Inną alternatywną formą życia małżeńsko-rodzinnego - oprócz kohabitacji - jest życie w pojedynkę. Wielu badaczy zwraca uwagę, że fenomen tak zwanych singli staje się konkurencyjny nawet wobec kohabitacji i samego małżeństwa. "Single life" to określenie, które dotyczy wszystkich ludzi żyjących samotnie - niezależnie od ich sytuacji cywilno-prawnej (panny, kawalerowie, osoby rozwiedzione, separowane, stanu wdowiego, samotni rodzice). Stosunek społeczeństwa do tej kategorii osób zmienia się stopniowo i istniejące kiedyś negatywne naznaczenie oraz marginalizowanie zastępowane jest coraz częściej admiracją i naśladownictwem. Janusz Gajda zauważa, iż życie w samotności przestaje świadczyć o "inności", a takie określenia jak "stara panna" czy "stary kawaler" wręcz wychodzą z użycia. "Przez długi czas staropanieństwo było nie tylko największym z możliwych nieszczęść, było także czymś jakby nieprzyzwoitym, wstydliwym i śmiesznym. Stara panna bowiem to ta, której nikt nie chciał, to osoba zbędna, nikomu niepotrzebna, a więc żyjąca jakby z łaski. Stara panna to osoba nie realizująca tego powołania, które w powszechnej opinii nadawało sens życiu kobiety, nie mogąca rodzić dzieci i służyć mężczyźnie, który wybrał ją za żonę" - pisze Lucjan Kocik. Dzisiaj zaś, jak podkreśla autor, "samotna kobieta to osoba niezależna, żyjąca pełnią życia. To osoba, która sama z tych czy innych powodów zdecydowała się na to, by nie zakładać rodziny".

Badania naukowe wskazują, iż odsetek osób żyjących samotnie jest stosunkowo wysoki, z jednej strony - wśród ludzi legitymujących się wysokim poziomem wykształcenia i wysokim poziomem dochodów, z drugiej - wśród osób biednych, bezrobotnych, chorych i niepełnosprawnych. Im młodszy wiek, tym częściej deklaruje się niechęć do życia w samotności. Jednakże wraz z wiekiem odsetek akceptujących samotność coraz bardziej rośnie. Jeżeli chodzi o podejście Polek i Polaków do staropanieństwa, to należy zauważyć, że stereotyp starej panny jest obecny w naszej świadomości od bardzo dawna. Można przypuszczać, iż wynika to ze swoistego familiocentryzmu, z kultu Matki Polki, bądź po prostu z wielowiekowej tradycji. Dziś, pod wpływem transformacji społecznych, politycznych i obyczajowych kobietom samotnym z pewnością żyje się łatwiej - co nie oznacza jednak, że powszechnie postrzegane są jako wyzwolone i niezależne.

W toku prowadzonych przez nas badań zebrano opinie respondentek dotyczące stereotypu starej panny. W pierwszej kolejności ustalono w jakim wieku - według badanych studentek - kobieta powinna wyjść za mąż. W pytaniu celowo zostało użyte słowo "powinna", aby sprawdzić, jak ustosunkują się do niego ankietowane - bowiem samo przekonanie o "powinności" wstąpienia w związek małżeński można uznać za dowód na istnienie w świadomości pewnych stereotypowych przekonań. Jak się okazało, respondentki nie kwestionowały jednak owej "powinności". W żadnej z ankiet nie zaznaczono sprzeciwu wobec takiego sformułowania, z czego można wnioskować, że badane kobiety wyrażają aprobatę dla takiego postrzegania swojej roli. Zdecydowana większość jest zdania, że nie ma określonego wieku, w którym kobieta "powinna wyjść za mąż" - jest to według nich sprawa bardzo indywidualna. Częste tez były stwierdzenia, że najlepiej wyjść za mąż po ukończeniu studiów, kiedy ma się wykształcenie, pracę i perspektywy zdobycia mieszkania. Część respondentek wyznaczyła górną granicę wiekową na trzydziesty rok życia uzasadniając to tym, że właśnie ten wiek jest najodpowiedniejszy na urodzenie zdrowego dziecka oraz tym, że w późniejszym wieku trudno już sobie znaleźć partnera.

Niemal wszystkie respondentki (97%) stwierdziły, że kobiety w pewnym wieku odczuwają presję ze strony otoczenia jeżeli nie wyjdą za mąż. Tylko 3% uznało, iż w dzisiejszych czasach nacisk taki nie istnieje. Badane podkreślały, że przymus małżeństwa zależy od takich czynników, jak: pochodzenie (mała społeczność), wiek kobiety, a także sytuacja w rodzinie (np. Młodsze kuzynki, siostry już są mężatkami). Według nich największy nacisk na kobiety w tej kwestii wywiera rodzina. Presja ta umotywowana jest najczęściej troską o dobro córki, chęcią posiadania wnuków, pragnieniem pozbycia się dziecka z domu, obawą przed wstydem związanym z posiadaniem starej panny w rodzinie. Z wypowiedzi badanych wynika, że aż 64% spośród nich także odczuło presję otoczenia w sprawie zamążpójścia. Na przykład wypytywano o datę ślubu, o to czy mają stałego partnera. Kobiety, które nie spotkały się z naciskami ze strony otoczenia (35,5%), to studentki w wieku 20-21 lat rzadziej 22-23 lata. A jednak z ich wypowiedzi wynika, że mają świadomość, iż za kilka lat będą na ową presję narażone, bowiem aż 71% spośród nich zaobserwowało we własnych środowiskach funkcjonowanie stereotypu starej panny. Czasami: "...Określa się tym mianem osobę w wieku około 26-30 lat, która nie posiada stałego partnera". Innym razem: "Stara panna to kobieta, która nie wyszła za mąż do 30 roku życia i otoczona jest gromadką zwierzaków". Albo: "Bardzo często używa się tego pojęcia nieadekwatnie do wieku". Niektóre ankietowane dodawały, że: "Może wreszcie powinno się to zmienić". "Że jest to bardzo krzywdzące".

Samotność powszechnie uważa się za coś przykrego i smutnego. Życie w pojedynkę - zwłaszcza kobiety bez partnera - nie jest w naszym społeczeństwie popularne. Bardzo wielu ludzi sądzi, że żyjąc w pojedynkę nie można być szczęśliwym. O ile w przypadku mężczyzn granica wstąpienia w związek małżeński w świadomości społecznej nie jest dokładnie określona, o tyle w przypadku kobiet trzydziesty rok życia często jest postrzegany jako magiczna liczba, po której przekroczeniu znacznie maleją szanse na znalezienie partnera, a więc zwiększa się prawdopodobieństwo zostania starą panną. Jak wynika z naszych badań, respondentki (84% studentek) zdecydowanie boją się samotności; uważają ją za coś negatywnego, budzącego złe skojarzenia. "Boję się samotności, bo moje marzenia oscylują wokół miłości, wokół kogoś, dla kogo mam przygotowane miejsce w sercu". "Boję się samotności, bo już mi brakuje domu, dzieci, rodziny". "Boję się, choć finansowo jestem niezależna, ale nie to jest wartością w moim życiu najważniejszą". Jednak przy wymienianiu dobrych stron samotności podkreślano: "Samotność na pewno daje niezależność, brak obowiązków wobec innych, możliwość samodzielnego kierowania własnym życiem, możliwość poświęcenia się karierze, możliwość samodoskonalenia." Jednakże trzeba dodać, że przy wymienianiu dobrych stron samotności, prawie zawsze pojawiały się dopełnienia: "Ma ona jednak znacznie więcej złych niż dobrych stron". Albo: "Samotność jest dobra do czasu". Reasumując, można stwierdzić, że pomimo iż żyjemy w XXI wieku, mamy możliwość podróżowania, poznawania różnych kultur, wartości, norm i stylów życia - to wciąż jeszcze istnieją w naszej świadomości stereotypy, które bardzo trudno wykorzenić. W społeczeństwie polskim przetrwał do dziś - choć znacznie osłabiony - stereotyp starej panny. Pojęcie to w większym natężeniu i o wiele częściej występuje w małych społecznościach. Wiele badanych przez nas studentek doświadczyło presji ze strony otoczenia, które namawiało je do jak najszybszego zawarcia związku małżeńskiego. Lęk przed staropanieństwem nadal nie jest obcy młodym - także studiującym - kobietom i nasila się wraz z wiekiem. Trzydziesty rok życia stanowi cezurę, której wolałyby nie przekraczać w stanie panieńskim.

Do początku strony
 

WPŁYW PŁCI NA RELACJE RODZICÓW I DZIECI

ZOFIA DĄBROWSKA


      W rozważaniach i analizach dotyczących stosunków wzajemnych rodziców i dzieci (zasadniczo - w każdym przedziale wieku) rzadko bierze się pod uwagę płeć rodzica lub płeć dziecka, to czy w danej rodzinie są tylko córki, tylko synowie, lub i córki, i synowie, nie mówiąc o jedynakach - co w kwestii płci nie zmienia postaci rzeczy. Tymczasem w wychowaniu rodzinnym, we wzajemnych relacjach rodziców i dzieci jest to zróżnicowanie istotne. Odmiennie bowiem może wpływać to samo oddziaływanie na córki a odmiennie na synów. Różne są ich reakcje i zachowania, zwłaszcza emocjonalne - inaczej przejawiane przez dziewczęta, a inaczej przez chłopców. W kontaktach wzajemnych różnicuj je także płeć rodziców - co wynika z prostego faktu fizyczno-psychicznej odmienności kobiety i mężczyzny, z odmienności ról pełnionych w rodzinie przez matkę i przez ojca.

Te ważne zależności i uwarunkowania w praktyce życia rodzinnego najczęściej pozostają w sferze nieświadomości rodzicielskiej. Nie są też wystarczająco badane i prezentowane w pracach naukowych, pracach dotyczących postaw rodzicielskich - ich treści, jakości, ich percepcji przez dzieci. Na kwestię tę zwrócono uwagę stosunkowo niedawno przypisując jej w psychologii współczesnej znaczącą wagę. Problem empirycznie badali m.in.: L.F. Droppleman, F.S. Schaefer, W.C. Becker, M. Siegelman i inni. W Polsce najwięcej uwagi tej problematyce poświęcili m.in.: Włodzimierz S. Kowalski z UMCS w Lublinie, Anna Kwak z Uniwersytetu Warszawskiego, Jan Ratajczak z Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Mieczysław Plopa z Uniwersytetu Gdańskiego.

Jan Ratajczak na przykład badał dzieci ze środowisk robotniczych (uczennice i uczniów ostatnich klas szkół podstawowych we Wrocławiu) i scharakteryzował ich percepcję postaw rodzicielskich w zależności od płci badanych oraz ich rodziców. To uwarunkowanie rzutowało na kontakty wzajemne z matką i ojcem, na ogólną atmosferę w stosunkach rodzinnych oraz na wpływy wychowawcze domu. (Patrz tabele: I i II)

Z treści obydwu tabel i innych danych w tym badaniu wynika, że dominującą postawą - zauważaną zarówno przez córki jak i przez synów u obydwojga swoich rodziców - jest uczucie miłości, bliskości oraz pełna aprobaty akceptacja. Synowie uważają, że matki stawiają im wyższe wymagania niż ich siostrom, ale równocześnie bardziej ich ochraniają. Natomiast córki - częściej niż synowie - doznają uczucia odrzucenia ze strony ojców. W przejawianiu pozytywnych rodzicielskich postaw: kochającej, ochraniającej i wymagającej wysoką lokatę - wyższą niż ojcowie - uzyskały matki. Świadczyć to może o ocenianiu matek przez badanych nastolatków obydwu płci jako osób głównych w wychowaniu rodzinnym, które są zaangażowane uczuciowo, opiekuńcze, ochraniające, a równocześnie wymagające od dzieci przestrzegania podstawowych norm obowiązujących w życiu rodzinnym.

Anna Kwak badała percepcję wzajemnych stosunków rodziców i dorastających dzieci (uczniów warszawskich szkół średnich) w zależności od płci oraz poziomu samoakceptacji. Okazuje się, iż ocena siebie - swoich umiejętności, możliwości, cech charakteru itd. - ocena wysoka (akceptująca), albo też niska (kompleks niższości) - w znaczącym stopniu różnicuje sposób, w jaki dziecko - dorastający młody człowiek ocenia postawy rodziców, ich stosunek wobec siebie. Wyniki badań Anny Kwak informują, że zarówno córki jak i synowie, którzy siebie samych wartościują w stopniu niskim - rodziców swoich oceniają jako osoby izolujące się uczuciowo, dystansujące się wobec nich. Matki swoje z reguły uważają za osoby egocentryczne, władcze, autokratyczne. Zupełnie odmienne opinie wyrażają dziewczęta i chłopcy o wysokim poziomie samoakceptacji. Oni niemal zawsze swoje matki i swoich ojców oceniają jako osoby, które ich akceptują, kochają, darzą zaufaniem; nie dostrzegają zupełnie z ich strony dystansu uczuciowego. Podobnie rodzice dzieci o niskim poziomie samoakceptacji: swoje córki i swoich synów oceniają jako tych, którzy zachowują wobec nich dystans uczuciowy. Zupełnie inaczej charakteryzują swoje dorastające dzieci rodzice tych nastolatków, które czują się dowartościowane, o wysokim poziomie samoakceptacji. Charakteryzują ich jako ludzi wrażliwych, łatwo nawiązujących z nimi pozytywny kontakt.

Interesująca jest ta zależność. Zapewne ważna nie tylko w stosunkach rodzinnych ale i międzyludzkich - także poza domem rodzinnym. Tak więc obraz własnej osoby - to, jakim się jest człowiekiem w swojej własnej ocenie - silnie rzutuje na stosunek wobec otoczenia, na sposób w jaki ocenia się innych ludzi i jak z nimi współżyje.

Włodzimierz S. Kowalski badał percepcję postaw rodzicielskich przez córki i synów w wieku 18-20 lat (w tym uczniów średnich szkół zawodowych w Lublinie). Z jego badań wynika, iż w rodzicielskich postawach swoich matek i ojców dostrzegali oni takie oto charakterystyczne cechy:
- Matki zdecydowanie przewyższają ojców w intensywnym przejawianiu uczuć rodzicielskich. W znacznie wyższym stopniu niż ojcowie przejawiają postawy nacechowane miłością, życzliwością, akceptacją, bliskością. Bardzo rzadko stwarzają dystans uczuciowy, zwłaszcza wobec córek;
- Ojcowie w odczuciu badanych, częściej aniżeli matki, przejawiają chłód uczuciowy oraz dystans. Częściej też nie akceptują swego, w zasadzie już dorosłego syna albo córki - czyniąc to w sposób jawny, bądź ukryty.

Z badań Kowalskiego wynika również, że tak w zakresie autonomii, jaką rodzice stwarzają swoim dorastającym dzieciom, jak i w stosowanych przez nich formach kontroli - matki postrzegane są jako mniej rygorystyczne, niekiedy nawet sprzyjające rozluźnionej dyscyplinie. Jednocześnie jednak ingerują one nadmiernie w życie swoich dzieci, sprawując nad nimi specyficzną kontrolę w formie ukrytej psychicznej presji. Presja ta w sposób wysoce frustrujący wpływa na młodych, często niepotrzebnie ich obciążając. Ojcowie natomiast są bardziej liberalni, i nie stosują przymusu psychicznego. Jednakże oceniani są jako bardziej wymagający aniżeli matki, w sposób bardziej stanowczy egzekwujący przyjęte w domu zobowiązania i ustalenia. Preferują formy kontroli bezpośredniej, jawnej. Chętnie też formułują nakazy i zakazy oraz lubią wymagać posłuszeństwa.

Bliskość uczuciową lub też dystans uczuciowy ze strony rodziców dorastające córki oceniają następująco: generalnie uważają, że zarówno matki jak i ojcowie są wobec nich nastawieni pozytywnie, ale matki - bardziej niż ojcowie - w pełni je akceptują i kochają bezwarunkowo. Natomiast synowie nie podzielają tego przeświadczenia bez zastrzeżeń. Na przykład matkom - częściej aniżeli ojcom - przypisują postawę odrzucającą.

Z kolei kontrola stosowana przez matki i przez ojców wobec swych dorastających dzieci w ich ocenie jest następująca: dziewczęta z reguły nie oceniają swoich ojców jako zbyt surowych czy też zbyt wymagających. Podobnie u matek dostrzegają przejawy liberalizmu. Jednak ze strony matek częściej doznają przykrego uczucia przesadnego "wtrącania się" w sferę ich uczuć, doznań, reakcji czy zachowań. Natomiast synowie charakteryzują swoich ojców jako bardziej wymagających i konsekwentnych w postępowaniu aniżeli matki, nie odczuwają też w przykry sposób sprawowania kontroli czy zbytniej matczynej ingerencji w ich prywatne sprawy. Odwrotnie - to ojcowie, częściej niż matki - wywołują u nich uczucia negatywne. W sumie córki od obydwojga rodziców doznają więcej uczuć pozytywnych aniżeli synowie. Częściej też się zdarza (zwłaszcza w kontaktach ojciec-syn), że rodzic tej samej płci co dziecko wywiera na nie destrukcyjny, frustrujący wpływ. Natomiast rodzic płci odmiennej niż dziecko przejawia większą skłonność do stwarzania swemu dorastającemu dziecku, jak największej autonomii i swobody.

Problem uwzględniania w relacjach rodziców i dorastających dzieci wagi płci - zarówno rodziców jak i ich dzieci - jest problemem bardzo ważnym. Równocześnie jest problemem złożonym, wieloaspektowym, wielopoziomowym. Problematykę w artykule jedynie zasygnalizowałam. Sądzę, że wymaga ona zwiększonej uwagi badawczej, zwłaszcza w obrębie nowo wyodrębnionej dyscypliny wiedzy - pedagogiki rodziny.


RÓŻNE OBLICZA OJCOSTWA
ZOFIA DĄBROWSKA

      Pojęciu "ojcostwo" na użytek tego artykułu nadaję bardzo szeroki zakres: i biologiczny, i obyczajowy, i społeczny, i symboliczny. Także prawny. W najnowszej Encyklopedii PWN ojcostwo określone jest jako pojęcie prawne, ustalające "pochodzenie dziecka od mężczyzny i związany z tym biologicznym faktem stosunek prawny łączący ojca i dziecko. Według prawa polskiego ojcem jest mężczyzna, który /1/ jest mężem matki dziecka urodzonego w małżeństwie lub przed upływem 300 dni od jego ustania albo unieważnienia; /2/ który dziecko dobrowolnie uznał; /3/ którego ojcostwo zostało ustalone sądownie; /4/ który dziecko adoptował". Z postacią ojca w kontekście prawa wiążą się także pojęcia: "dochodzenie ojcostwa", "ustalenie ojcostwa", "zaprzeczenie ojcostwa".

W artykule zajmuję się ojcostwem rozumianym jako swoista wartość. Odnoszę je przede wszystkim do ojców biologicznych w średnim wieku oraz do ojców młodych - bez uwzględnienia ojców seniorów. Pomijam także ojczymostwo.

Ojcostwo - jak i macierzyństwo - jest na pewno wartością. Różni się znacząco od macierzyństwa choćby tym tylko, że zarówno pod względem biologicznym jak i rodzinno-społecznym może pozostawać nieujawnione, trudne do wykrycia, podczas gdy macierzyństwo takim być nie może. Ojcostwo i macierzyństwo nie mogą bez siebie istnieć. Są komplementarne. Wspólnie tworzą jeden niepowtarzalny akt - rodzicielstwo. Jednak nie są wobec siebie równorzędne: nie mogą bez siebie zaistnieć, ale mogą bez siebie funkcjonować.

Rozwijające się współcześnie w tempie dynamicznym naukowo-medyczne techniki wspomagania rozrodu, ich efekty - na pewno wkrótce wytworzą zupełnie nowe - dotąd ludzkości nieznane - odniesienia w obszarze rodzicielstwa. Stworzą problemy zupełnie nieprzewidywalne. Z całą pewnością skomplikują istniejący od tysięcy lat porządek rzeczy. Głównie pod względem etycznym, ale i biologicznym, i rodzinno-obyczajowym, i religijnym. Pozostańmy jednak przy ojcostwie tradycyjnym i jego niezaprzeczalnej wartości. Tyle tylko, że owo klasyczne, traktowane w sposób tradycyjny, ojcostwo w zasadzie już nie istnieje. Ulega bowiem współcześnie - w odmienionych warunkach - znacznym przekształceniom i przystosowaniom, przemianom i modyfikacjom. Przy czym jego wartość zyskuje wciąż nowe wymiary. Z ojcostwa tradycyjnie ekonomiczno-opiekuńczego, potrafi się na przykład przekształcać w ekspresyjno-wychowujące. Zwłaszcza ostatnio w naszym kraju - przy tylu równoczesnych transformacjach - ojcostwo klasyczne utraciło swe tradycyjne podstawy. Znalazło się jak gdyby w stanie in status nascendi. Znalazło się na pewno w trudnym i koniecznym procesie przystosowawczym, jak gdyby stawania się na nowo. Jest przez to osłabione i rozchwiane. Jest labilne. Wydaje się nawet być nieobecne lub mało znaczące. Na pewno potrzebuje dowartościowania. Potrzebuje wielu bodźców wspomagających, inspirujących.

Niestety niezwykle mało wiemy o współczesnym-nowoczesnym ojcostwie. Niemal wcale nie diagnozuje go ani nie wspomaga nasza rodzima nauka. Badań na temat ojcostwa jest wyjątkowo mało, a prowadzone nie obejmują swym zasięgiem całych obszarów tematycznie ważnych. Przed familiologią polską rozciąga się zatem wielki obszar interesujących i pionierskich działań naukowych, jak również poczynań w dziedzinie praktyki społecznej. W artykule zamierzam dać ku temu choćby niewielkie przyczynki.

OJCOSTWO W WYMIARZE KONFESYJNYM
Właściwie to wszystkie wielkie religie monoteistyczne wysoko sytuują ojcostwo jako wartość: i w wymiarze teologicznym - Bóg jest Ojcem, i w wymiarze społecznym - ojciec jest "głową rodziny". Z ojcostwem wiąże się wiele znaczących pojęć religijnych, utrwalonych w historii i tradycji. W ślad za pojęciem "Boga-Ojca" chrześcijanie swą podstawową modlitwę rozpoczynają od słów: "Ojcze Nasz". Uprawnione są także pojęcia wywodzące się z historii hierarchii kościelnej, takie jak: "Ojcowie Apostolscy", Ojcowie Kościoła", czy "Ojcowie Soborowi".

Kościół katolicki wyraźnie dostrzega znaczące osłabienie tradycyjnej roli ojcowskiej we współczesnych realiach życia i widzi potrzebę dowartościowania tej roli w wielu jej wymiarach. Prowadzone są w tym celu badania naukowe, organizowane konferencje i sympozja, wydawane publikacje. Katolicki półrocznik naukowy pt. "Studia nad Rodziną" cały numer 2/1999 poświęcił tej problematyce. Oto tytuły opublikowanych w nim artykułów: Ojcostwo jako podstawowe posłannictwo mężczyzny; Zrodzony do ojcostwa; Ku teologicznemu pojęciu ojcostwa; Rodowód ojcostwa; Ojcostwo w aspekcie prawnym; Bóg Ojcem każdego człowieka w nauczaniu Jana Pawła II; Ojcowskie oblicze Boga w sakramencie przebaczenia i ofiary eucharystycznej; Zakwestionowanie pojęcia Boga "jako Ojca" w XX wieku; Świat bez ojców; Potrzeba obecności ojca w rodzinie; Kryzys ojcostwa; Małżeńskie "Ojcze Nasz"; Bóg-Ojciec: wychowująca miłość; Jak rozumiem ojcostwo?; Dar ojcostwa - łaska i odpowiedzialność; Ojcostwo dnia codziennego.

Autor artykułu pt. "Zakwestionowanie pojęcia Boga jako >Ojca< w XX wieku", ksiądz profesor Bronisław Mierzwiński, stwierdził, iż: "w świadomości wielu chrześcijan doby obecnej, pojęcie >Ojciec< nadal utożsamia się z pojęciem >Bóg<. Tymczasem brak jest wypracowanej teologii Boga-Ojca. Dla refleksji nad Bogiem-Ojcem nie mamy ani osobnego traktatu, ani osobnej nazwy; bo przecież termin >patrologia< ma zupełnie inny sens. Istnieje zatem dysproporcja między bogactwem objawienia Boga jako Ojca w Nowym Testamencie, a ubóstwem refleksji teologicznej w tej dziedzinie. Z kolei arcybiskup Kazimierz Majdański w swoim artykule pt. "Ojcostwo jako podstawowe posłannictwo mężczyzny" zaznacza, iż literatura dotycząca ojcostwa - w porównaniu z opracowaniami dotyczącymi roli kobiety, a głównie jej macierzyństwa - jest stosunkowo skromna. "Ojcostwo jest powołaniem każdego mężczyzny" - twierdzi ten autor, podaje też, że "rola ojca-głowy rodziny nie jest bynajmniej rolą spokojnego posiadania przywilejów i prerogatyw".

Monika Wójcik w artykule zatytułowanym "Rodowód ojcostwa" zauważa, iż "u mężczyzny procesy dojrzewania ku ojcostwu zachodzą powoli; często rosną one jak gdyby ze wzrostem jego, już urodzonego, dziecka". Autorka ta wyraża bardzo ważne stwierdzenie, że "w odpowiedzialnym rodzicielstwie chodzi w sposób szczególny o odpowiedzialność ojca". Kolejny autor, ks. Anastazy Bławat w swoim artykule pt. "Potrzeba obecności ojca w rodzinie" zauważa, iż obecnie ojciec wiele traci na znaczeniu także z tego powodu, iż dużo czasu spędza poza domem, tym samym najczęściej wyłączony jest ze spraw domowych - co powoduje, że "po prostu brakuje podłoża dla ojcostwa, dla autorytetu, który przejawia się w szacunku, należnym uznaniu, zaufaniu i wielostronnym oddziaływaniu".

Powrócę jeszcze do opracowania księdza profesora Bronisława Mierzwińskiego na temat zakwestionowania pojęcia Boga jako Ojca w XX wieku. Otóż charakteryzuje on w swoim opracowaniu współczesne nurty opozycyjne wobec samej idei Bożego Ojcostwa. "Postać ojca - pisze - stała się kamieniem niezgody między psychoanalizą a religią. Psychoanaliza podważyła bowiem prawdę o Ojcostwie Bożym, które jest podstawowym elementem wiary, zwłaszcza dla wielkich religii monoteistycznych /.../. Także >teologia feministyczna< - bardzo modna w ostatnich altach na Zachodzie, zwłaszcza w USA i w Kanadzie - kwestionuje przyznawanie Bogu atrybutów rodzaju męskiego, a zwłaszcza podważa ideę Boga, jako Ojca. Teologia feministyczna zdecydowanie przeciwstawia się teologii opartej na prawie naturalnym, które arbitralnie ustaliło rolę mężczyzny i rolę kobiety na mocy aktu stworzenia. Przeciwstawia się także wielowiekowej kulturze, która umocniła tenże model".

M. Daly - wybitna teoretyk feminizmu - w swojej książce pt. "Poza Bogiem-Ojcem" /Boston, 1973/ sformułowała tezę, która stała się hasłem wywoławczym do podważenia idei Ojcostwa Bożego. "Jeśli bóg jest mężczyzną - napisała - to mężczyzna jest Bogiem /.../. Obraz Boga Ojca w świecie patriarchalnym zakorzenił się tak głęboko w wyobraźni ludzkiej, że uświęcił stosunki panujące w społeczeństwie patriarchalnym". Z kolei inna wybitna przedstawicielka feminizmu na Zachodzie, C. Halkes w swojej pracy pt. " La théologie feministe" /1980/ napisała, że "jak długo będziemy akceptowali w naszych kościołach świętych ojców, ojców spowiedników i ojców soborowych - nie będziemy mieli do czynienia z żadnym słowem biblijnym. Bowiem według teologii feministycznej "trzeba podjąć się nowej interpretacji Biblii". Rzecz zrozumiała, że teorie opozycyjne wobec omawianej kwestii, zwłaszcza te najbardziej skrajne, znajdują odpowiednie kontr opozycje w opracowaniach teoretycznych teologów katolickich.

Dowartościowywanie współczesnego ojcostwa przez Kościół katolicki to nie tylko teoretyczna krytyka przeciwstawnych koncepcji teologicznych, związanych z ojcostwem - to również działania naukowo-badawcze oraz działania przejawiane w praktyce społecznej, m. in. W postaci dysput podczas organizowanych sympozjów i konferencji. Znalazły one swój wyraz również w obradach Międzynarodowego Kongresu pn. "O godność ojcostwa", zorganizowanym w Warszawie z okazji Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 pod patronatem Prymasa Polski. W Kongresie uczestniczyli przedstawiciele Chorwacji, Francji, Holandii, Rosji, Urugwaju, USA i Wielkiej Brytanii. Organizatorami byli: Human Life International Europa, Episkopat Polski, Rządowa rada ds. Rodziny oraz Senacka Komisja ds. Rodziny. Tematykę obrad pomieszczono w trzech działach merytorycznych: /1/ Powołanie do ojcostwa; /2/ Zagrożenie ojcostwa; /3/ Ojcowskie zadania. Oto kilka ważnych myśli wyrażonych przez referentów:

- "Jeżeli światu grozi zagłada, to zasadniczym jej źródłem jest kryzys męskiej miłości i męskiej odpowiedzialności, który jest zarazem kryzysem ojcostwa". /dr Jacek Pulikowski/;
- "Ogromna jest odpowiedzialność ojców za życie dzieci poczętych". /dr Paweł Wosicki/;
- "Pozytywne spojrzenie na ojcostwo jest dziś tak samo ważne, jak szacunek z jakim odnosimy się do macierzyństwa". /dr Joseph Meany/;
- "Współczesny mężczyzna musi na nowo odnaleźć siebie i stać się w pełni odpowiedzialnym we wszystkich dziedzinach życia: w dziedzinie małżeńskiej, rodzinnej, społecznej, religijnej, zawodowej, politycznej /.../. Przywrócenie godności ojcostwa oraz przywrócenie autorytetu ojca w rodzinie jest niezbędne:. /ks. profesor Bronisław Mierzwiński /.

OJCOSTWO W ŚWIETLE BADAŃ NAUKOWYCH

Ojcowie wyzwalają u dzieci radość życia. Rodzinne wychowanie do radości życia zapoczątkowała w Polsce w latach 60-tych Natalia Han-Ilgiewicz. Ten rodzaj wychowania bezwarunkowo wymaga obecności ojca, bo wymaga współuczestniczenia w wychowywaniu obydwojga rodziców. Kultura osobista matki i ojca, ich kultura pedagogiczna pomagają w wyznaczaniu rodzinnej kultury radości - po prostu radości życia. Nie powstanie ona w rodzinie automatycznie, jeśli rodzice nie potrafią obdarzyć nią swoich dzieci.

Postać ojca niemal zawsze kojarzy się dziecku z jakąś formą radości: bądź to wesołej, wspólnej z ojcem zabawy we wczesnym dzieciństwie, bądź to z różnymi gratyfikacjami jakimi ojciec może obdarzać swoje dzieci w okresie ich dorastania. Satysfakcjonujące kontakty z ojcem sprzyjają ogólnemu rozwojowi dziecka, służą kształtowaniu otwartej postawy wobec ludzi, wyzwalają aktywność i właśnie radość życia. Dlatego tak ważna jest rodzinna pedagogika radości - część pedagogiki rodzinnej, której wiele swej uwagi badawczej poświęca Alicja Żywczok z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Uczestnictwo ojców w porodach. Małgorzata Regosz-Kaczkowska i Piotr Minowski - lekarze położnicy pracujący w szpitalu Morskim im. PCK w Gdyni-Redłowie - przez kilkanaście lat obserwowali badawczo porody odbywane z udziałem ojców i stwierdzili wyjątkowo pozytywny wpływ przeżytego wspólnie porodu na rozwój dojrzałego i świadomego ojcostwa. Oczywiście, nie można wykluczyć, że tak być musi w każdym przypadku. Dla niektórych mężczyzn - neurotycznych i niedojrzałych emocjonalnie - tego typu doznanie może być szokujące. W porodzie we dwoje mogą bowiem uczestniczyć ci rodzice, którzy wybierają ten akt w pełni świadomie, nie kierując się ani modą, ani ciekawością. Osobiste uczestniczenie w porodzie jest przede wszystkim dla tych mężczyzn, którzy czują się na siłach, aby móc pomagać żonie i swojemu dziecku. Jest dla małżeństw w pełni dojrzałych, dla ludzi autentycznie sobie bliskich. Profesor Zbigniew Lew-Starowicz uważa, że spośród czterech typów męskiej tożsamości płciowej /męski mężczyzna, mężczyzna kobiecy oraz płciowo niezróżnicowany androgyniczny/ - najczęściej uczestniczą w porodach typy mężczyzn androgynicznych lub mężczyzn kobiecych.

Obserwowane na sali porodowej reakcje emocjonalne ojców - ich głębokie zaangażowanie we współpracę z rodzącymi żonami, ich wzruszenie i ogromna radość po urodzeniu się dziecka - dowodzą celowości upowszechniania porodów z udziałem ojców, bowiem ich obecność zmniejsza u rodzących poczucie lęku i osamotnienia, znacząco też pomaga we współdziałaniu z personelem medycznym. Wymaga jednak przygotowania obydwojga - i matki, i ojca w szkołach rodzenia. Przedstawione wyżej wyniki obserwacji badawczych zgodne są z wynikami amerykańskich badań w tym przedmiocie, które przeprowadziła Jeanette Sasmor w Nowym Jorku na ogromnej, bo 45-tysięcznej populacji. Aż 99,6% badanych rodziców, którzy odbyli wspólne porody, było z tego aktu zadowolonych i uznało obecność ojców za bardzo pożyteczną.

Codzienny obraz ojców w naszych rodzinach. Maria Janukowicz z Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie prowadziła badania empiryczne w roku 2001 w rodzinach mieszkających na Śląsku oraz w okolicach Łodzi. Badała ojców z różnych środowisk społecznych, o różnym poziomie wykształcenia oraz ich dzieci w wieku szkolnym, starając się określić współczesny model ojca - zwłaszcza jego rolę wychowawcy rodzinnego. Ustaliła, że dominującą cechą współczesnego ojca jest jego permanentna nieobecność w domu, a także charakterystyczne cztery uzależnienia: od pracy, od samochodu, od telewizji i od nikotyny. Współcześni pracujący zawodowo ojcowie - bezrobotnych autorka nie badała - to są przede wszystkim pracoholicy (z własnego upodobania i wyboru lub z przymusu ekonomicznego): ich liczba wśród badanych sięgnęła 80%. Uzależnionych od samochodu było 65% (swoim samochodom poświęcali niewspółmiernie dużo czasu). 48% stanowili ojcowie uzależnieni od telewizji (często oglądający widowiska sportowe, bądź filmy pełne strzałów i agresji). Od nikotyny uzależnionych było 51% badanych (którzy palą non-stop).

Zdaniem autorki badań współcześni ojcowie utracili tradycyjne postawy związane z autorytetem moralnym i przekazywaniem wartości. Obecnie w rodzinach reprezentują wyłącznie siebie - i to nie od najmocniejszych stron. W swoich postawach rodzicielskich zatracili pewien dawny rygoryzm, stanowczość i konsekwencję - tradycyjne atrybuty ojcostwa. Zapracowani i rzadko obecni w domach, gdy się już w nich pojawiają - wyraźnie łagodnieją i cichną, jak gdyby czuli się winni. Być może dlatego częściej swoje dzieci nagradzają aniżeli karcą. Przede wszystkim jednak pouczają je (64% badanych). Tym niemniej 90% ojców bardzo kocha swoje dzieci i uważa, że wychowuje je na porządnych ludzi, że przekazuje im najcenniejsze wartości

Ojcowie a płeć dzieci. Włodzimierz S. Kowalski z UMCS w Lublinie badał percepcję postaw rodzicielskich u 18-20-letnich córek i synów w kontekście wpływu płci rodziców i płci dzieci na ich stosunki wzajemne. Okazuje się, że matki zdecydowanie przewyższają ojców w intensywnym przejawianiu uczuć rodzicielskich - w znacznie wyższym stopniu niż ojcowie przejawiają postawy nacechowane miłością, życzliwością, akceptacją. Bardzo rzadko stwarzają wobec dzieci dystans uczuciowy, zwłaszcza wobec córek. Zupełnie odmiennie ojcowie. W odczuciu badanych często przejawiają oni chłód emocjonalny oraz dystans wobec dzieci. Częściej też nie akceptują swoich synów albo córek i czynią t w sposób jawny, albo też ukryty. Ojcowie, częściej aniżeli matki, wywołują u synów uczucia negatywne. Często rodzic tej samej płci co dziecko /ojciec-syn/ wywiera na nie frustrujący, destruktywny wpływ. Natomiast rodzic płci odmienne niż dziecko /matka-syn/ przejawia wyraźną skłonność do stwarzania dorastającemu dziecku jak najwięcej autonomii.

Wpływ obecności ojców na kształtowanie się tożsamości płciowej synów. Utożsamianie się z płcią męską, bądź żeńską i jej kształtowanie to złożony proces biologiczny, psychologiczny i socjologiczny, który uaktywnia się znacząco w okresie dorastania. A wpływ ojca jest w nim znaczący i niezaprzeczalny. Ojcowie bowiem w większym stopniu aniżeli matki zwracają uwagę na cechy zachowania właściwe dla poszczególnych płci i wywierają większy wpływ na dziecko, aby postępowało w sposób właściwy dla swojej płci. Badając w roku 2002 problem tożsamości płciowej chłopców wychowywanych przez samotne matki, Elżbieta Napora z Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie wyraźnie wykazała niekorzystny wpływ braku ojców na prawidłowe ukształtowanie się tożsamości płciowej synów. Wyniki jej badań dowodzą, że u chłopców występują duże wahania w odczuwaniu własnej płci. Płeć psychologiczna uwydatnia się u nich w sposób niewyraźny i niejednoznaczny. Autorka badań dociekała jaka jest istotność różnic dla płci psychologicznej pomiędzy badanymi grupami chłopców: eksperymentalną i kontrolną. /Chodziło o cztery typy płci psychologicznej: męski mężczyzna, kobiecy mężczyzna, mężczyzna nieokreślony seksualnie oraz typ androgyniczny/. Okazało się, że różnice są duże, statystycznie istotne.

Chłopcy wychowywani w matczynych rodzinach monoparentalnych - a więc nie posiadający w domach wzorów męskości bardzo im potrzebnych dla właściwej identyfikacji płciowej - w ujawnianej płci psychologicznej znacząco częściej charakteryzują siebie przy pomocy określeń kobiecych, posiadają też więcej cech z wymiaru kobiecości. Napotykają zatem na znaczne trudności w identyfikowaniu swojej płci psychologicznej z posiadaną płcią biologiczną. Zjawisko to zaznacza się szczególnie silnie w okresie adolescencji - wtedy chłopcy są najbardziej kobiecy - a pod koniec tego okresu wyraźnie słabnie, kierując się ku psychologicznej płci męskiej. Dlatego dojrzali, 18-20-letni chłopcy - właściwie młodzi mężczyźni - przejawiają już w pełni cechy męskie. Jednak bezproblemowe, prawidłowe uadekwatnienie tożsamości płciowej występuje tylko u 43% adolescentów.

Dlatego dojrzewanie chłopców wychowywanych przez samotne matki jest trudniejsze. Więcej w nim napięć, konfliktów i cierpienia. Chłopcy ci silnie odczuwają brak ojcowskiego wsparcia, które daje poczucie bezpieczeństwa i asekurację psychiczną - elementy nieodzowne w trudnym procesie stawania się mężczyzną.

Ojcowie nie mają pełnego wpływu na swoje 8-9-letnie dzieci. Anna Siudem z UMCS w Lublinie prowadziła w roku 2001 badania dotyczące przystosowania społecznego 8-9-letnich dzieci, uczniów klas drugich - w kontekście i w zależności od rodzicielskich postaw wychowawczych. Okazało się, że nie istnieje żadna zależność pomiędzy przystosowaniem społecznym badanych dzieci a oddziaływaniem na nie ich ojców. Ojcowie po prostu nie wywierają istotnego wpływu na przystosowanie społeczne /ani żadne inne/ swoich 8-9-letnich dzieci. Być może wynika to ze specyfiki tego okresu rozwojowego: są to bowiem dzieci stosunkowo małe, pozostające głównie w zasięgu oddziaływań wychowawczych matek

Identyfikacja synów w wieku późnej adolescencji ze swoimi ojcami. To temat badań Łukasza Baki z Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie, które prowadził na terenie woj. Łódzkiego w roku 2000 wśród adolescentów w wieku 17-20 lat. Badani pochodzili z trzech, znacznie zróżnicowanych środowisk: byli uczniami liceum ogólnokształcącego, słuchaczami seminarium duchownego oraz wychowankami ośrodka resocjalizacyjnego dla nieletnich. Autor badań dociekał zarazem, jaki jest wśród badanych wzór (obraz) idealnego mężczyzny? Proszeni o wybór jednej tylko - najważniejszej ich zdaniem - cechy spośród pięciu wymienionych /siła, inteligencja, uczciwość, pracowitość i spryt/ - respondenci ze wszystkich trzech środowisk wskazali na inteligencję. Wszyscy też podkreślali, że idealny mężczyzna powinien przejawiać szacunek wobec kobiet i jak najwięcej uwagi poświęcać rodzinie. Wystąpiła silna zależność pomiędzy identyfikacją badanych z ojcami, a postrzeganymi przez nich wzorami mężczyzn idealnych. Synowie, którzy silnie utożsamiali się ze swoimi ojcami - a byli to niemal wyłącznie uczniowie liceum oraz seminarium duchownego - idealnemu mężczyźnie (oprócz inteligencji) przypisywali takie cechy, jak: sprawiedliwość, tolerancja, pracowitość oraz przestrzeganie prawa. Natomiast wychowankowie ośrodka resocjalizacyjnego przejawiali bardzo słabą identyfikację z ojcami i opisywali ich jako nie stymulujących do osiągnięć, nie wspierających psychicznie, nie zapewniających bezpieczeństwa. Natomiast respondenci z seminarium swoich ojców postrzegali jako troskliwych i opiekuńczych choć stanowczych i wymagających. Żywili wobec nich szacunek znacznie wyższy niż wychowankowie z ośrodka resocjalizacji.

Autor badań sugeruje, iż można z pewną ostrożnością zaryzykować twierdzenie, że ideał mężczyzny - podobnie jak ideał ojca - jest bardzo mało zróżnicowany i w podobnej postaci funkcjonuje wśród większości dorastających chłopców - niezależnie od środowiska z jakiego się wywodzą. Różnice mogą wystąpić jedynie w motywacjach do osiągania wyidealizowanego wzorca męskości, w ocenie trudności jakie trzeba pokonać oraz w ocenie własnych możliwości.

Bardzo zły obraz ojców w świadomości młodocianych przestępców. Jak dowodzą liczne badania, w tym prowadzone w roku 2002 przez Małgorzatę Sitarczyk z UMCS w Lublinie1 - idealny obraz ojca w świadomości młodzieży przestępczej jest zawsze zdecydowanie gorszy od idealnego obrazu matki. Ojcowie z reguły są przez nich bardzo źle oceniani, ostro krytykowani. Natomiast matki - wprost przeciwnie - są idealizowane, oceniane z wyrozumiałością i współczuciem. Przy czym nieletni przestępcy nie czują się bynajmniej przez swoje matki wspierani; są one bowiem najczęściej słabe, uległe i zagubione. Zdaniem Hirchiego /za Urban, 2000/ - ich synowie dokonują czynów przestępczych, ponieważ zerwane zostały ich więzi z konformistycznym porządkiem świata. Zdani na zupełną obojętność swoich ojców i zupełną bezradność swoich matek sami "radzą sobie" w życiu.

Co o pracy zawodowej ojców wiedzą dzieci. Problemem zainteresowała się badawczo w roku 2000 Agnieszka Warcholińska, absolwentka WSP w Częstochowie, wychodząc z założenia, że: dobrze jest, gdy dzieci wiedzą czym poza domem zajmują się ich rodzice, a zwłaszcza ojcowie; ponadto założyła, że lubiana praca zawodowa stwarza mężczyznom szansę na bardziej dojrzałe ojcostwo. Autorka prowadziła badania wśród uczniów szkół średnich w Bełchatowie: 68% ich ojców wykonywało pracę fizyczną, a 32% umysłową. Najczęściej w miejscach pracy swoich ojców bywali ich synowie /64% badanych/, także synowie częściej słyszeli od ojców opowiadania o ich pracy /56%/. Jednak dokładniejszą orientację: merytoryczną dotyczącą pracy zawodowej swoich ojców posiadały córki /65% dziewcząt/. Aż 82% ogółu badanych uczniów nie chciałoby w przyszłości pracować w tych samych zawodach co ich ojcowie; przy czym oceny pozytywne o zawodach ojców wypowiadali wyłącznie synowie i córki pracowników umysłowych. Autorka badań stwierdziła zależność pomiędzy rodzajem wykonywanej przez ojców pracy zawodowej, a ich relacjami z dziećmi: znacznie lepsze ustosunkowanie przejawiały dzieci wobec ojców, którzy w swoich zawodach osiągnęli ugruntowaną pozycję społeczno-ekonomiczną.

Postawy wychowawcze ojców-rolników. Jak ustaliła w swoich badaniach Elżbieta Czarnota z UMCS w Lublinie, aż 41% ojców prowadzących gospodarstwa rolne nie radzi sobie pod względem wychowawczym z własnymi dziećmi. Chodzi głównie o kontakty wzajemne. Otóż ojcowie z tego środowiska zachowują znaczny dystans wobec własnych dzieci - zarówno tych małych, jak dorastających czy dorosłych. Przejawiając takie postawy ojcowie tracą tym samym możliwość bezpośredniego porozumiewania się, a co ważniejsze - oddziaływania na dzieci. Autorka badań ustaliła, że ojcowie-rolnicy w zasadzie nie interesują się rozwojem ani problemami własnych dzieci W okresie dojrzewania ich córek i synów jest szczególnie niebezpieczne pod względem wychowawczo-opiekuńczym. 69% badanych ojców uważa, że najważniejszą sprawą jest, aby zarówno ich małe jak i dorastające dzieci "zajmowały się obowiązkiem", czyli pomagały w gospodarstwie.

Postawy rodzicielskie ojców bezrobotnych. Andrzej Mądry z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przebadał ponad 60 rodzin korzystających z pomocy społecznej, w których ojcowie byli bezrobotni. Badane rodziny należały do najzwyklejszych rodzin pełnych i pozbawione były jakichkolwiek cech patologicznych. Ich jedynym życiowym problemem była utrata pracy przez mężów i ojców - a tym samym nasilające się ubóstwo. Autor badań założył, że badani ojcowie, którzy nie z własnej woli pozbawieni zostali możliwości wypełniania w rodzinach swej podstawowej funkcji, a mianowicie funkcji ekonomicznej - być może w swoich obecnych postawach rodzicielskich nasilili wypełnianie funkcji ekspresyjnej, przypisywanej głównie matkom. Mogło to oznaczać, że obecnie dużo więcej uwagi i emocjonalnego zainteresowania poświęcać będą swoim dzieciom.

Ta hipoteza badawcza nie potwierdziła się w odniesieniu do wszystkich badanych ojców, jednak autor wyłonił spośród nich dwie skrajne grupy. Ojcowie z grupy pierwszej - pozytywnej - przejawiali wobec dzieci liberalizm oraz wielką chęć ich ochraniania i wspomagania ich rozwoju - także poprzez ekspresję własnych rodzicielskich uczuć. Natomiast ojcowie z grupy drugiej - negatywnej - ujawniali niski poziom ochraniania swoich dzieci, a główną cechą przejawianych przez nich rodzicielskich postaw było demonstrowanie siły.

Ojcowie w pamięci osób bezdomnych. Danuta M.Piekut-Brodzka z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie w swoich badaniach (1999) dotyczących różnych aspektów bezdomności wskazała problemy więzi i atmosfery domowej panującej w rodzinach pochodzenia osób bezdomnych1. Pośród badanych 80% stanowili mężczyźni (60% w wieku od lat 30 do 50). Autorka w swych anamnestycznych badaniach ustaliła, że w 61% ich rodzin panowała zła atmosfera rodzinna. Badani zupełnie nie dostrzegali życzliwych i równoprawnych stosunków między ich rodzicami. Niemal zawsze w ich rodzinach dominował apodyktyczny, a często grubiański ojciec: "Ojciec był tyranem, którego wszyscy musieliśmy słuchać"; "Nasz ojciec zawsze musiał mieć ostatnie zdanie"; "Mówił tylko raz, więcej nie powtarzał i zawsze stawiał na swoim"; "Pijany ojciec dyrygował całą naszą rodziną"; "Tato zawsze wiedział wszystko lepiej, a ja musiałem tylko słuchać"; "Ojciec traktował mnie jak szczeniaka, który na niczym się nie zna i nic nie rozumie".

Nowe podejście mężczyzn do problemu własnego ojcostwa. Na podstawie wyników badań wielu autorów oraz badań własnych (2002) Krystyna Slany z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie ustaliła, że współcześni mężczyźni coraz częściej przejawiają nowe, odmienne od tradycyjnego podejście do problematyki własnego ojcostwa. Zmienia się zasadniczo pozycja mężczyzny w gospodarstwie domowym, w którym zaczynają obowiązywać zasady symetrii płci, partycypacji w obowiązkach domowych i wychowywaniu dzieci - co w pewnym sensie obniża dotychczasowy autorytet mężczyzny i nakazuje korekty w pełnieniu swoich ról. Niezależność ekonomiczna kobiet, ich nastawienie na samorealizację i autonomię stawiają pod znakiem zapytania rangę "ojcostwa ekonomicznego", tj. pozycję mężczyzny-ojca występującego w roli jedynego żywiciela rodziny. Diametralna odmiana pozycji kobiet - głównie udział w "orbis exterior" - silnie rzutuje na ich macierzyństwo, ale równie silnie wpływa na nowe podejście mężczyzn wobec swojego ojcostwa. KU NOWEMU OJCOSTWU
Odwieczne funkcje ojców w rodzinach - prokreacyjna, ekonomiczna, ochronna czy wychowawcza - uległy znaczącym przemianom. Wymusiły je radykalne przemiany społeczno-ekonomiczne i kulturowo-obyczajowe, jakie w skali makro wystąpiły po II wojnie światowej i po dziś dzień trwają. Wymusiła je przede wszystkim zawodowa praca kobiet - żon i matek. Natomiast wzmożone oczekiwania i potrzeby konsumpcyjne wymuszają wzmożoną pracę zarobkową współczesnych ojców i matek. Ich praca przebiega jednak w warunkach panującego u nas w kraju dużego bezrobocia, a więc w warunkach dyskomfortu i ciągłego zagrożenia.

W tak skomplikowanej sytuacji nie przestając być wartością, współczesne ojcostwo jest coraz trudniejsze w sprawowaniu - wciąż się musi przemieniać i dostosowywać. Wydaje się, że oscyluje ku postawie otwartego przejawiania miłości i w różny sposób służenia rodzinie - w miejsce dotychczasowej dyktatury. Dlatego obecnie autorytet ojcowski wydaje się być labilny, a taki być nie powinien. Współczesny autorytet ojcowski powinien współbrzmieć w partnerskim dialogu z autorytetem matczynym. I to właśnie kobiety przede wszystkim powinny dopomóc swoim mężczyznom w uformowaniu na nowo ich ojcowskich postaw i ich nowych funkcji w rodzinach. Po prostu - jak się wydaje - macierzyństwo musi wesprzeć, a tym samym dowartościować ojcostwo w jego nowoczesnym kształcie. Co więcej współczesny wymiar ojcostwa pozostaje w ścisłym związku z pewnym kryzysem męskości, jaki wyraźnie daje się zaobserwować. W naszym patriarchalnym społeczeństwie jest to niezwykły fenomen.

 


ISTOTNE PRZEMIANY W ŻYCIU POLSKICH MAŁŻEŃSTW I RODZIN
Zofia Dąbrowska

     Nie ignorując naukowych definicji pojęcia "małżeństwo" ten specyficzny związek kobiety z mężczyzną uważam za rodzaj życiowej przygody. Dla większości osób taka małżeńska przygoda życiowa jest na pewno bardzo ważna, wręcz priorytetowa. Jednak małżeństwo początkuje nową rodzinę, a sam ten fakt - obok wymiaru prywatnego - nadaje związkowi dwojga wymiar społeczny. Skoro tak, to małżeństwo jako instytucja społeczna powinno być poddawane badaniom i analizom naukowym. Tak się dzieje na Zachodzie, gdzie gamologia - nauka o małżeństwie - szybko się rozwija. W artykule prezentuję wyniki badań prowadzonych przez naszych gamologów i familiologów - naukowców wielu różnych dyscyplin wiedzy zajmujących się problematyką małżeńsko-rodzinną. W ostatnim Spisie Powszechnym (2002) dokładnie policzono: małżeństw w Polsce było 8.230.097.

KTO Z KIM SIĘ ŻENI I ZA MĄŻ WYCHODZI?
Franciszek Stokowski na początku lat dziewięćdziesiątych przeprowadził analizę, badając zróżnicowanie regionalne zawierania i trwałości małżeństw oraz występowania rozwodów na terenie kraju. Według jego ustaleń występują znaczące statystycznie różnice regionalne. Trwałość związków małżeńskich na terenach wiejskich wschodniej i południowej części Polski wielokrotnie przewyższa trwałość małżeństw mieszkających na zurbanizowanych obszarach Polski zachodniej i północnej. Rozpad małżeństw oraz wysoki poziom rozwodów odnotowywany głównie w wielkich miastach. Równocześnie występuje powolny, ale systematyczny proces ujednolicania, tj. stopniowego zmniejszania się różnic regionalnych - zarówno w odniesieniu do trwałości związków małżeńskich jak i ich rozpadu. Także na początku lat dziewięćdziesiątych Zbigniew Strzelecki badał problematykę doboru małżeńskiego w Polsce pod względem cech społeczno-demograficznych. Problematyce tej najwięcej uwagi badawczej poświęcają socjologia, psychologia i genetyka. Jest ona ważna, bowiem poziom dzietności w kraju, wskaźniki umieralności niemowląt oraz migracje wewnętrzne w znaczącym stopniu różnicują dane społeczno-demograficzne odnoszące się do nowożeńców. Autor objął analizą badawczą długoletni okres i wyodrębnił charakterystyczne dla powojennego społeczeństwa polskiego właściwości.

Zmianą wręcz rewolucyjną była - i nadal pozostaje - diametralnie odmieniona motywacja zawierania związków małżeńskich. Miejsce rodzinno-transakcyjno-ekonomicznych układów zajęła niepodzielnie bliskość emocjonalna młodych, ich miłość, ich zakochanie. Dominują bowiem związki małżeńskie panien z kawalerami (ponad 90%); charakterystyczna jest także rówieśnicza relacja wieku nowożeńców. Małżeństwa w Polsce z reguły zawierane są wkrótce po osiągnięciu przez młodych pełnoletności: blisko 3 małżeństw zawierają mężczyźni w wieku 21-29 lat z kobietami w wieku lat 18-29. Kolejną typową cechą powojennych związków małżeńskich w Polsce jest bardzo podobny poziom wykształcenia nowożeńców: średnio taki sam występuje w co drugim małżeństwie. Charakterystyczny jest również dobór pod względem terytorialnym - występuje wyraźna tendencja zawierania małżeństw wśród partnerów pochodzących z tych samych społeczności lokalnych (ponad 60% małżeństw zawierają partnerzy mieszkający w tym samym mieście, a 40% stanowią związki osób pochodzących z tej samej gminy). Zatem małżeństwa w Polsce cechuje stosunkowo wysoka homogeniczność terytorialna, choć istnieje również zjawisko "migracji matrymonialnej".

CO ZAPEWNIA ZWIĄZKOWI SUKCES?

Naukowcy dowodzą, iż najważniejsza jest satysfakcja ze wspólnego pożycia w małżeństwie, dlatego sukces małżeński jest tematem wielu interdyscyplinarnych badań. Na udany związek małżeński wpływ mają na pewno czynniki zewnętrzne, od małżonków niezależne - oraz wewnętrzne, na które mąż i żona mogą wywierać swój znaczący wpływ. Według Franciszka Adamskiego wielki wpływ na małżeństwo ma sytuacja społeczna w kraju, a zwłaszcza sytuacja ekonomiczna, także warunki mieszkaniowe oraz prawodawstwo rodzinne. Ważna jest zwłaszcza sytuacja mieszkaniowa. Maria Ziemska wykazała, że wspólne zamieszkiwanie młodych małżeństw z rodzicami powoduje zaburzenia i stresy wśród 65% takich związków; przy czym w 57% powodują je destrukcyjne ingerencje matek współmałżonków.

W literaturze psychologicznej i socjologicznej występują różne kryteria oceny szczęśliwego związku małżeńskiego. Weźmy na przykład posiadania lub nieposiadanie dzieci. Czynnik ten w powszechnej świadomości społecznej, jak i w normach religii katolickiej, uważany jest za podstawę, za główny sens zawierania małżeństwa - a więc początkowania rodziny. Tymczasem badania Barbary Łobodzińskiej, a także Franciszka Adamskiego dowodzą, że sam fakt posiadania dzieci bynajmniej nie gwarantuje udanego, szczęśliwego pożycia w małżeństwie. Co więcej, nie odgrywa on decydującej roli w indywidualnym odczuwaniu satysfakcji ze swego związku. Są to zapewne wnioski dość kontrowersyjne, ale trudno je ignorować. Agnieszka Stępniak-Łuczywek w wyniku swoich badań wyraźnie podkreśla dominujące znaczenie czynników wewnętrznych w tym wielofunkcyjnym i trudnym związku dwojga ludzi, jakim jest małżeństwo. Spróbujmy prześledzić wpływ tych czynników, występujących w kolejnych długoletnich okresach życia małżeńsko-rodzinnego. Warto zaznaczyć, że w specyficzny wahadłowy sposób determinują one zadowolenie lub niezadowolenie z małżeństwa. I tak:
- Okres narzeczeństwa charakteryzuje bardzo wysoki, bo ponad 90% wskaźnik zadowolenia z faktu bycia razem. Kolejny, na ogół kilkuletni okres wspólnego życia jeszcze bez dzieci - jest również satysfakcjonujący (w ponad 80% przypadków). Natomiast okres życia z dziećmi - który jest bardzo długi, bo trwa średnio ok. 25 lat - jest okresem małżeńskiego współżycia bardzo zróżnicowanym, choć równocześnie dość typowym.
- Okres po urodzeniu pierwszego i ewentualnie kolejnych dzieci - trwający średnio do dziewięciu lat - jest okresem dla małżeństwa bardzo trudnym, wymaga radykalnej odmiany dotychczasowego stylu życia - przede wszystkim zaś godzenia ze sobą bardzo wielu nowych i znacznie powiększonych obowiązków. Stąd zapewne wskaźnik zadowolenia z małżeństwa w tym okresie gwałtownie spada, a socjologowie dostrzegają w tym okresie tzw. pierwszy szczyt rozwodowy.
- W okresie gdy dzieci dorastają, uczą się (mają od 10 do 15 lat), niemal każde małżeństwo ma już uregulowane podstawowe sprawy materialne, mieszkaniowe i zawodowe. Wówczas zadowolenie za wspólnego pożycia znów wahadłowo wzrasta. Jest to jednak względny okres zadowolenia, poprzedza go bowiem kolejny, niebezpieczny dla każdego związku etap życia, gdy dzieci dorastają i opuszczają dom rodzinny (20-25 lat po ślubie). Najpierw odchodzą od rodziców - w okresie adolescencji - potem fizycznie. Równocześnie małżonkowie zaczynają częściej chorować i po prostu się starzeć, mają też w tym okresie życia wzmożone obowiązki opiekuńczo-pielęgnacyjne wobec swoich chorujących rodziców. Jeżeli do tej pory nie zdołali się w pełni porozumieć i zaprzyjaźnić czeka ich bardzo trudny okres, w którym satysfakcja z małżeństwa gwałtownie się obniża i następuje tzw. drugi szczyt rozwodowy.
- W okresie "pustego gniazda" - gdy mąż i żona znów pozostają bez dzieci, a udało im się zaprzyjaźnić i pozostać wobec siebie osobami bliskimi - muszą po raz kolejny przeorganizować swoje współżycie domowe i na nowo sformułować płaszczyznę wzajemnych kontaktów. Jeśli im się powiedzie, wówczas wskaźnik satysfakcji z małżeństwa na tym późnym etapie życia - także w sposób wahadłowy - znacząco wzrośnie wykazując szansę na osiągnięcie wartości najwyższych.
- Przez cały okres współżycia pary małżeńskiej bardzo ważną rolę odgrywa prawidłowa komunikacja między mężem a żoną. Gwarantuje ona m.in. jak najlepsze wzajemne poznanie się, łatwiejsze rozstrzyganie licznych problemów i konfliktów oraz lepsze zaspokajanie wzajemnych potrzeb. Także bardzo trudny problem należytego sprawowania władzy domowej należy do ważnych czynników wewnętrznych - sprzyjających, bądź nie, poczuciu zadowolenia z małżeństwa. Chodzi o układ sił wzajemnych między małżonkami - dominację lub podporządkowanie w decydowaniu o najważniejszych sprawach rodziny. Dlatego warto w tym miejscu przypomnieć problem partnerstwa w małżeństwie, problem podporządkowania a nawet przemocy.

NA CZYM POLEGA PARTNERSTWO W MAŁŻEŃSTWIE?
W kręgu kultury europejskiej małżeństwo partnerskie uważa się za dominujący model współżycia kobiety z mężczyzną, a jego praktyczną realizację za przejaw demokracji w stosunkach międzyludzkich. Proces transformacji ustrojowej w naszym kraju - przynosząc różne nowe trendy z Zachodu - upowszechnia także partnerski model współżycia pary, choć jest on w Polsce znany od dawna. Liczni nasi naukowcy-familiolodzy (m.in. Krystyna Bozkowa, Stanisław Dulko, Leon Dyczewski, Lechosław Gapik, Jerzy Kryszkowski, Danuta Markowska, Krystyna Neugebauer, Józef Rembowski, Jan Rostowski, Józef Szopiński, Zbigniew Tyszka i inni) - wiedli swego czasu spór o definicję pojęcia "związek partnerski". Osobiście wybieram określenie Krystyny Neugebauer: - "Istotą partnerstwa w małżeństwie jest zasada równości kobiety i mężczyzny, opierająca się na trwałej więzi między nimi, na miłości rozumianej też jako wzajemny szacunek, na odpowiedzialności za siebie i współpartnera oraz na wierności".

Psychologowie, socjologowie, etycy, seksuolodzy, prawnicy, pedagodzy i inni przedstawiciele nauk społecznych zainteresowani gamologią i familiologią wymieniają jako najważniejsze, następujące elementy małżeńskiego związku partnerskiego:
- Właściwa komunikacja i dbałość o wzajemne zaspokajanie swoich potrzeb (co wymaga rzetelności i otwartości w ich artykułowaniu);
- Właściwy system sprawowania władzy domowej (powinna się ona brać przede wszystkim z autorytetu osobistego);
- Silna więź emocjonalna (obowiązywać powinna indywidualizacja w przejawianiu miłości, czułości, opiekuńczości, oddania i empatii; ważne są podobieństwa, symetryczność lub komplementarność wzajemnych uczuć);
- Więź seksualna, ściśle połączona z więzią emocjonalną (kobieta staje się równoprawną partnerką seksualną w związku);
- Silna więź intelektualna, która umacnia przyjaźń i podtrzymuje wzajemną atrakcyjność partnerów (jej podstawę stanowi więź kulturowa, wspólny system wartości zgodność w postrzeganiu celów i dążeń życiowych);
- Równowaga ekonomiczna w materialnej sferze życia (nie chodzi tu tylko o egalitaryzm w zarobkowaniu męża i żony - on nie kreuje całokształtu partnerstwa w małżeństwie).

Na partnerski model współżycia w małżeństwie czyha jednak wiele niebezpieczeństw. Oto niektóre z nich: przyjście na świat pierwszego dziecka (bo następuje wówczas jednoznaczny podział ról i obowiązków); bardzo absorbująca praca zawodowa jednego z małżonków (z tego samego powodu); zbytni indywidualizm (bo brakuje wspólnego modelu współżycia); zbytnie naśladowanie małżeństw swoich rodziców (bo brakuje własnego wzoru); złe warunki mieszkaniowe (zwłaszcza wspólne mieszkanie z rodzicami); zbyt długo trwające rozstania (nawet z ważnych powodów); choroba jednego z małżonków (zwłaszcza psychiczna) oraz zbyt duże różnice narodowościowe, środowiskowe, kulturowe czy obyczajowe.

Codzienna rzeczywistość większości polskich małżeństw zazwyczaj odległa jest od wzorcowego modelu współżycia w stosunkach wzajemnego partnerstwa, równości i pełnej wzajemnej ufności. Sądzę jednak, że znacznie bliżej jest do takiego modelowego układu partnerom młodym i najmłodszym. Pary małżeńskie w średnim wieku, a zwłaszcza starsze i najstarsze, żyją raczej według innych zasad: jawnej dominacji którejś ze stron a podporządkowania drugiej; dominacji ukrytej a zarazem silnie powiązanej z manipulacją współpartnerem i sytuacjami w życiu małżeńskim; a także swoistej mieszaniny partnerstwa i podporządkowania. I tak dalej. Niestety, w wyrażeniu "i tak dalej" mieścić się również może specyficzna małżeńska przemoc. Irena Pospiszy dowiodła w swych badaniach empirycznych, że w 27% polskich małżeństw występuje jakaś forma przemocy fizycznej, objawiająca się głównie podczas prób rozwiązywania konfliktów. Oto jej przykłady: popychanie i szturchanie (stosuje je 29% mężów i 24% żon), rzucanie przedmiotami (26% i 17%), policzkowanie (11% i 8%), uderzenie pięścią (7% i 4%), pobicie (8% i 6%), próba duszenia (4% i 0%), groźba użycia noża (3% i 4%).

Specyficzną formą przemocy małżeńskiej jest przemoc seksualna. Dopiero w roku 1997, podczas odbytej w Warszawie Konferencji Trybunału Europejskiego Kobiet - po raz pierwszy publicznie poruszono temat gwałtów dokonywanych przez mężów na swych żonach. Problem jest niebagatelny, skoro statystyki seksuologów ujawniają, że w Polsce takich gwałtów doświadcza od 10% do 14% żon. Zbigniew Lew-Starowicz określił następujące formy seksualnego maltretowania żony (zespół maltretowanej żony):
- gwałcenie, które niekiedy przybiera formy drastyczne;
- zmuszanie do zachowań seksualnych niezgodnych z systemem wartości żony lub z poczuciem wstydu (na przykład kontaktu analne);
- narzucanie częstotliwości współżycia, które znacznie przekracza możliwości i oczekiwań żony;
- ośmieszanie w trakcie współżycia, porównywanie do innych kobiet;
- zmuszanie do kontaktów kazirodczych, współżycia z innymi mężczyznami, uprawiania seksu lesbijskiego czy też zoofilii.

Wielki wpływ na przemoc tego typu w małżeństwie ma alkohol. Jak wyliczono, w rodzinach w których mężowie go nadużywają, aż 90% żon stale doświadcza gwałtów małżeńskich. Zmieniają się też środowiska - sprawcami gwałtów małżeńskich coraz częściej są mężowie wykształceni i dobrze sytuowani, a nie tylko ci z marginesu społecznego. Odrębnym zjawiskiem, które się w naszym kraju upowszechnia, jest sytuacja odwrotna - mianowicie seksualne maltretowanie mężów przez żony (zespół maltretowanego męża).

JAKA JEST ROLA SEKSU?
Jest ogromna. Jest więziotwórcza. Jest chyba jednak nieco osłabiana z powodu swej "małżeńskiej legalności" - po prostu z łatwej dostępności seksu w małżeństwie. Co więcej, z traktowania seksu li tylko w wymiarze prokreacyjnym, lub - zupełnie źle - "małżeńskiego obowiązku". Jest to, rzecz jasna, nieporozumieniem, błędem, który może mieć fatalne skutki. Przypomnę, że Michalina Wisłocka w swojej pierwszej książce pt. "Sztuka kochania" napisała o seksie małżeńskim jako o świetnej zabawie we dwoje. Z pewnością miała rację. Jednak taką zabawę należy prowadzić w pięknym stylu - oryginalnym i zupełnie własnym. Oczywiście, seks wiąże się z zaspokajaniem potrzeb.

Wiadomo, że zawierając związek małżeński partnerzy oczekują wzajemnego zaspokajania swoich potrzeb. Najsilniejsze są: potrzeba przynależności, bliskości, więzi emocjonalnej, stabilizacji uczuciowej i ekonomicznej, no i oczywiście - potrzeba seksualna. Z badań Hanny Malewskiej wynika, że zachodzi istotny związek między poczuciem szczęścia w małżeństwie a doznawaniem satysfakcji seksualnej. Przy czym nie istnieje coś takiego jak "niedobór seksualny", bowiem każdy normalnie zbudowany mężczyzna może współżyć z każdą normalnie zbudowaną kobietą, jeśli łączy ich miłość. Ten wyidealizowany warunek zdaje się wskazywać, że brak uczucia, brak więzi psychicznej powoduje niezadowolenie z małżeńskiego współżycia seksualnego, a w konsekwencji brak satysfakcji z małżeństwa. Nowoczesne podejście do seksualności człowieka - poza wartością prokreacyjną i więziotwórczą - upatruje w seksie takie pozytywne elementy, jak rozwój osobowy współpartnerów, dobre samopoczucie i zdrowie psychiczne, wyraźne opóźnianie procesu starzenia się i po prostu doznawanie radości życia. Znany polski badacz problemów dotyczących seksualności Zbigniew Izdebski ogłosił obszerny raport na temat zachowań seksualnych współczesnych Polaków. Odnośnie seksu małżeńskiego z raportu tego wynika wiele sprawa negatywnych, choćby fakt, że 12% małżonków posiada stałych partnerów seksualnych poza swymi małżeństwami. Chodzi tu, rzecz jasna, o uchwyconą statystycznie zdradę małżeńską, która oprócz wymiaru moralnego w dobie szerzenia się HIV/AIDS zagraża zdrowiu i życiu. Jak wynika z badań Zbigniewa Izdebskiego małżonkowie w swej większości są ignorantami w sprawach skutecznego zapobiegania niechcianym ciążom, jak i w sprawach dbałości o ochronę przed zakażeniem wirusem HIV lub innymi chorobami zakaźnymi przenoszonymi drogą płciową. Prezerwatywy używa bardzo mały odsetek osób aktywnych seksualnie, bo zaledwie 21%, a wśród małżonków procent ten jest wręcz minimalny.

JAK ODDZIAŁYWUJĄ RODZICE JEJ I JEGO?
Z całą pewnością rodzice są dla swych dzieci pierwszą parą dwojga ludzi - mężczyzną i kobietą - którą one na co dzień obserwują w wielu różnych sytuacjach. Małżonkowie-rodzice chcą tego czy nie chcą stanowią dla swych dzieci pierwszy i bardzo ważny wzór socjalizacyjny. Co więcej, ich pożycie obserwowane w dzieciństwie wywiera znaczący wpływ na osobowość dzieci, na ich dalsze prawidłowe funkcjonowanie w wieku dojrzałym. Problem ten badała wspomniana już Agnieszka Stępniak-Łuczywek. Z jej badań wynika, że wysoki poziom samoakceptacji osiągają głównie osoby, które w dzieciństwie spostrzegały małżeństwa swoich rodziców jako udane i szczęśliwe. Natomiast dziecięce obserwacje nieudanych związków małżeńskich rodziców powodują ukształtowanie się w wieku dojrzałym silnego napięcia emocjonalnego, postaw biernych oraz tendencji do wycofywania się z wielu ważnych sytuacji społecznych. Natomiast osoby, które w dzieciństwie zapamiętały pozytywny obraz małżeństw swoich rodziców mogą się czuć szczęśliwymi. Potrafią bowiem w swym dorosłym życiu nawiązywać i pielęgnować pozytywne kontakty z wieloma ludźmi i osiągają w tej mierze najwyższe satysfakcje. Posiadają rzadką cechę elastyczności w relacjach z innymi. Wyraża się ona m.in. umiejętnością sprawowania roli dominującej w związkach z innymi ludźmi, jaki roli podporządkowanej - i to zarówno w dziedzinie sprawowania władzy jak i opieki. Osoby takie są otwarte, spontaniczne, potrafią sobie radzić w sytuacjach nadzwyczajnych.

W CZYM MOŻE DOPOMÓC RELIGIJNOŚĆ?
Problem ten jest w Polsce stosunkowo mało rozpoznany pod względem badawczym. Liczące się doniesienia pochodzą głownie z badań Marii Braun-Gałkowskiej oraz Jana Rostowskiego. Tymczasem na Zachodzie problematykę badano wielokrotnie i w wielu aspektach. Najczęściej badano podobieństwa małżonków pod względem przynależności religijnej oraz problem trwałości, a w zasadzie nierozerwalności związku - zgodnie z normą religii rzymsko-katolickiej. Do ważniejszych ustaleń należy m.in. stwierdzeni, że zgodność przekonań religijnych silnie wpływa na powodzenia małżeństwa, na odniesienie w nim sukcesu - przede wszystkim poprzez akceptowanie przez męża i przez żonę nierozerwalności ich związku, a co za tym idzie - dbałości o jego jakość.

Jan Rostowski znaczenie podobieństwa religijnego małżonków rozpatruje głównie w aspekcie zgodnego systemu wartości i ogólnej orientacji życiowej - co sprzyja lepszemu funkcjonowaniu całej rodziny. Religijność, jego zdaniem, daje rodzinie wsparcie społeczne, bowiem wprowadza określone normy i zasady postępowania w różnych sytuacjach. Przy czym ważna jest tu norma w chrześcijaństwie fundamentalna, mianowicie miłość bliźniego, która powinna stanowić podstawę życiowego funkcjonowania każdego chrześcijanina. Stąd religijność obydwojga małżonków może się stać ważnym czynnikiem jakości i trwałości ich związku. Jednak wielu innych (licznych) badaczy w respektowaniu narzuconej związkowi małżeńskiemu religijnej normie nierozerwalności upatruje przyczynę wielu niepowodzeń i krzywd, zwłaszcza w odniesieniu do kobiet, a także źródło zakłamania i podwójnej moralności. KOMU DŁUŻEJ SĄDZONE?
Beata Tobiasz-Adamczyk i Krystyna Szafraniec badały problem współzależności między stanem cywilnym a umieralnością w starszym wieku. Badania prowadzono na bardzo dużej populacji (są więc reprezentatywne), a problem obserwowano na przestrzeni 12 lat. Wyniki tych badań dowodzą, że zależność - o jakiej tu mowa - jest zróżnicowana. To prawda, że dłuższe trwanie życia występuje wśród osób żonatych i zamężnych, nie jest to jednak wynik jednoznaczny. Najsilniejszy wpływ na wcześniejszą umieralność w starszym wieku ma stan wdowieństwa: najwyższy odsetek zgon ów występuje wśród kobiet i mężczyzn owdowiałych - przy czym wyższy jest wśród mężczyzn. Wśród starszych kobiet mniej zgonów występuje w grupie zamężnych oraz rozwiedzionych, a najmniej wśród tych, które nigdy nie wyszły za mąż. Natomiast wśród starszych mężczyzn najmniej zgonów badające odnotowały wśród kawalerów i niemal tyle samo wśród żonatych. Wysoki jest natomiast odsetek mężczyzn wcześniej umierających pośród wdowców i rozwiedzionych. Okazuje się zatem, że stan cywilny w starości znacząco wpływa na dłuższe albo krótsze życie. Przy czym pozostawanie w długoletnim udanym, związku małżeńskim ma wpływ wyraźnie pozytywny - po prostu przedłuża życie.

Trwający w naszym kraju kilkunastoletni okres transformacji ustrojowej w sposób znaczący oddziaływuje na życie małżeństw i rodzin powodując liczne przekształcenia. Są one widoczne choćby w procesach demograficznych: wystąpił znaczący spadek liczby zawieranych małżeństw (71% kobiet w wieku 20-24 lat żyje w panieństwie) wzrosła natomiast liczba związków małżeńskich binacjonalnych, dwukulturowych (w okresie minionych kilku lat zawarto ich około 120 tysięcy). Obniżyła się też bardzo liczba urodzeń w Polsce: obecny wskaźnik dzietności na poziomie 1,2 nie gwarantuje zastępowalności pokoleń. Jednakże, jak podaje profesor Irena Kotowska, te negatywne tendencje zmieniają swój dotychczasowy kierunek: dzieje się i tak na Zachodzie, i u nas. Odnotowane już 3-procentowy wzrost liczby nowo zawieranych małżeństw (w USA wzrósł o 9%, w Wielkiej Brytanii 5%). Żenią się i za mąż wychodzą dobrze wykształceni i ustabilizowani materialnie ludzie w wieku od 24 do 30 roku życia. A to jest informacja krzepiąca.